Wspólna wizja???
Ktoś mądry powiedział kiedyś, że kochać to nie znaczy patrzeć na siebie, ale patrzeć w tym samym kierunku. I każdy związek który wyszedł z kokona pierwszego zaślepienia prędzej czy później poczuje mądrości tej brzemię.
Tutaj pozwolę sobie na mały ekshibicjonizm psychologiczny, ale że już mnie oskarżano o plażowy w kontekście toplessu, myślę że zniosę to bez uszczerbku. Otóż osobiście zawsze trapiła mnie moja własna wizja - znaczy gdzie zmierzam, jaki obrazek widzę za lat kilka…naście, na co się godzę w życiu, a czemu mówię liberum veto.
Bo z jednej strony, jak większości babek, dostaję co jakiś czas na mózgowy ekran slajd wesołych psotnych dzieciaków, zakochanego dumnego męża, grillowania w ogrodzie z przyjaciółmi i własnej grządki truskawek. Ale, że od dziecka wszelkie formalności i role spędzały mi sen z powiek - zwłaszcza składka na ZUS, stały etat i umowa z telefonia komórkową - jakoś to uporządkowane życie gryzie mnie strasznie. A jeszcze jak sobie pomyślę, że żona to najlepsza ofiara oszustw, zdrady i wykorzystywania, to już sama myśl o jakichkolwiek oświadczynach paraliżuje mi wszystkie członki.
No ale co jeśli ukochany - nad życie, morze i czekoladę - ma inne zapatrywania i chce wariantu porządnego??? Co jeśli wizje swoje rozwija skrycie i nagle któregoś dnia dostanie ode mnie obuchem???
Nie wytrzymałam i zapytałam. W końcu, ponoć komunikacja kluczem do sukcesu. Powiedział, że nigdy nie chciał telewizora, chałupy i dwójki dzieci. Ufffffff…. się wyrwało z młodej piersi.
Czy związek jednak musi paść, gdy wizje się rozjeżdżają?
Jak długo możemy żyć razem patrząc w innych kierunkach?
Komentarz: autor ama 28.08.2008 12:14
Jeśli wizje są rozjechane prędzej czy później odbije się to na życiu codziennym gdyż!! ponieważ!! nasza podświadomość wie lepiej od nas samych co nam w duszy gra. Niespełniając marzeń, potrzeb umieramy za życia, energia z nas uchodzi i wigorek gaśnie… bo kompromis jest za duży i z krzywdą dla nas. No chybaże jesteśmy na tyle samarytanami, że bycie dla kogoś przysypując własne bądź co bądź potrzeby i marzenia czyni nas szczęśliwymi, ale o to bym nie posądzała już ani nowoczesnych kobiet ani tymbardziej Gagatki. Choć może się mylę.
Komentarz: autor gagatka 28.08.2008 16:49
Ama Uuuuuu… Mądrością życiową zatchnęło! Czy to wrodzone, czy życie nauczyło? Ja się obawiam, że większości kobiet to ten kompromis musi kluską w gardle stanąć, żeby się nauczyły.
Czasem sama sobie się dziwię, na ile się zagadzam rzeczy, który niegdyś były nie do pomyślenia.
Komentarz: autor ama 29.08.2008 13:46
Poniekąd doświadczeniem, poniekąd głęboką analizą związków dookoła i przemyśleń, których miewam w nadmiarze. Bo gdy ja już naprzełykałam kompomajsów garść całą i nauczyłam się z nimi żyć okazało się, że z kompromisami w drugą stronę jest trudniej, a życie chłoszcze, oj chłoszcze i nie pyta czy mam na to ochote. Nie smakuje wierz mi bilansik wówczas po czasie, kiedy to spodziewasz się wsparcia a tu ZONK…
Kompromisy rozumiem ale fifty-fifty a nie tylko jednostronnie. Poza tym wspólnie przy osobnych wizjach się uda tylko wtedy kiedy jest naprawdę bombastycznie.
Tylko co by było jeśli On dzieci nie chce, a się trafi bobasek jak to czasem bywa. Po 30-tce trudno mówić o wpadce… Mamie w szczególności :] Heheh
Komentarz: autor gagatka 30.08.2008 16:34
Ama Jeeeeezu, o tym bobasku to proszę przy mnie nawet nie wspominać… Naturalnie, wszystko by krachło, bo jestem przeciwniczką zmuszania kogokolwiek do rodzicielstwa. Tffffuuu, tfuuuu, odpukać!
Komentarz: autor ama 31.08.2008 20:52
Nie miałam na myśli zmusznia, ale zwykły LOS. To że tabletki a nawet spirale stuprecentowej szansy na BRAK dziatków nie dają i los czasem lubi spłatać zwyczajowego figla, że można się dziwić tygodniami JAK TO MOŻLIWE, ale chyba druga połowa wie skąd się dzieci biorą?