Idzie nowe. W ogłoszeniach o pracę
Dzisiejszy newsletter Mediarunu przynosi zapowiedź rewolucji w ogłoszeniach o pracę. Rewolucja jest na miarę naszych możliwości, więc absolutnie nie chodzi o wprowadzenie czegoś, czego nie znałby cywilizowany świat i co stawiało by na głowie naszą rzeczywistość.
Mianowicie, w ślad za swymi kolegami z krajów zachodnich ogłoszeniodawcy poszukujący nowego pracownika mają już na wstępie zdradzać Wielką Firmową Tajemnicę. Mówiąc wprost i po ludzku, będą podawać informację o proponowanym wynagrodzeniu. Wprawdzie na początku dotyczyć ma to pracuja (tzn. pracuj.pl), ale lepszy rydz niż nic.
Chciało by się rzec: nareszcie!
Doprawdy nie wiem, jaka szalona idea przyświecała ogłoszeniodawcom/ pracodawcom, którzy za punkt honoru postawili sobie mówić o przewidywanym wynagrodzeniu raczej na koniec rozmów kwalifikacyjnych niż na początek, ale mam podstawy podejrzewać, że wprowadzenie tego zwyczaju pozwoli zaoszczędzić czas i nerwy. Obu zainteresowanym stronom.
Z pracowniczego punktu widzenia nie ma bowiem nic fajniejszego, niż brnięcie przez rozmowy kwalifikacyjne (umówmy się- rzadko w której firmie kończy się na jednym spotkaniu). Jeśli jesteśmy gdzieś zatrudnieni i chcielibyśmy się rozejrzeć za nowym pracodawcą, to rzeczone rozmowy kwalifikacyjne często wiążą się z koniecznością brania urlopu na ten miły dzień. Po czym na trzecim spotkaniu potencjalny pracownik dowiaduje się, że firma zamierza mu płacić 1500 zł netto. Przy założeniu że staramy się o robotę do której nie da się brać pierwszego lepszego człowieka z ulicy takie zarobki są delikatnie mówiąc śmieszne. Na forach internetowych poświęconych pracy trafiają się komentarze na temat radosnych firm, wymagających od pracownika szeregu umiejętności, dążących do upchnięcia co najmniej dwóch zawodów w ramach jednego etatu i oferujących minimum krajowe. Osobiście, przymierzając się do ewentualnej zmiany pracy z miłą chęcią dowiem się na samym wstępie, na jaką kasę mogę liczyć. Sorry, ale mam wrażenie iż próba przeflancowania na nasz grunt mało wymiernych korzyści w stylu dobrej atmosfery, rozwijania pasji itepe nie powiodła się do końca. Atmosfera się liczy, rozwój takoż, ale jednak co kasa to kasa.
Dla pracodawców istnieje jeszcze jedno realne zagrożenie – temat tabu, jakim są stawki w danym zawodzie stanie się tematem otwartym. Sama z przyjemnością przewertuję trochę ogłoszeń, aby sprawdzić, jak płacą w innych firmach
W zasadzie rynek swój znam, wiem ile wnosi średnia stawka, jakie fuchy potrafią się czasem trafić oraz po jaką kasę schylać się nie warto, jeśli ma się minimum szacunku do siebie, ale i tak zerknę do ogłoszeń.
Pytanie tylko, czy pracodawcy faktycznie zaczną podawać te zarobki w ogłoszeniu. W pewnym wortalu za który kiedyś tam odpowiadałam wprowadziliśmy przy ogłoszeniach o pracę opcjonalną rubrykę „proponowane wynagrodzenie”. Informacja o wynagrodzeniu była widoczna wyłącznie dla zarejestrowanych użytkowników serwisu, a sam serwis był zaadresowany do określonej grupy specjalistów. Efekt? widełki (np. 2000-4500, w zależności od umiejętności) pojawiały się może w 5 proc. ogłoszeń. W co piątym była informacja „wynagrodzenie do negocjacji”. Pozostali pracodawcy nie zawracali sobie głowy tym drobiazgiem.