Facet idealny
Skorośmy już poruszyli temat perfekcyjnej kobiety, pora się poznęcać nad facetami. Oczywiście, podstawowe pytanie postawione przez feministyczne zołzy brzmiałoby, czy w ogóle facet i ideał mogą mieć coś wspólnego.
Jako nieuleczalna optymistka nie mam wątpliwości, że do każdej pary chromosomów XX jakieś idealne XY natura spłodziła. Rozważanie zatem ideału w ogólności, dla połowy świata, jest nieco chybione, bo jedna chce mieć syneczka do (roz)pieszczenia, druga chamskiego brutala, a trzecia Don Juana.
Więc ja napiszę nieco o tej trzeciej, bo mi jakoś najbliżej. Normalna sprawa, że w ciągu życia, zwłaszcza tego dojrzewającego, próbujemy różnych kombinacji, smaków i charakterów, i tak się człowiek uczy, że na przykład na maniakalno-obsesyjną osobowość najlepszy jest facet jak dąb: stały, pewny, spokojny jak mistrz Zen i umiejący zrobić ten pstryk (hasło: Halinka, cisza!?), po którym wszystko znów jest w porządku. Doświadczenie osobiste. Mówiąc o ideale jednak mam na myśli nie próby i błędy, ale tego jednego, któremu chce się powiedzieć “TAK”, ukraść nazwisko i podawać leki na serce po sześćdziesiątce.
No więc ideał - Don Juan kocha kobiety jako gatunek. Szuka w nich piękna, wielbi je i podziwia otwarcie, nie kryjąc się jak cymbał po łazienkach z “Hustlerem”. Taki cud natury szanuje swoją ukochaną ponad wszystko i nawet, jeśli myśli, że jest ignorantką, nie rozumie sztuki nowoczesnej, kieruje jak typowy dupek oraz daje się zbyt łatwo pokonać PMS-owi, i tak wielbi ziemię, po której ona stąpa. I ma dla niej całą cierpliwość świata, a jej ciało jest dla niego świątynią. A co najważniejsze, perfekcyjny facet mówi i słucha, nie trzaska drzwiami, nie wzrusza ramionami i nie prosi błagalnie “skończ już proszę”?. Komunikuje.
I to by było idealnie.
Komentarz: autor Yoze 22.10.2008 07:11
Hustlera? a Fe…. cierpliwość świata to rzadki dar. Wiem co mówię