Udokumentowane
Zakończyłam właśnie udział w lokalnym, acz międzynarodowym, festiwalu filmów dokumentalnych i mam na ten temat oczywiście coś do powiedzenia…
Przede wszystkim wyjaśniam, że ja z natury zawsze byłam typowo bananową ignorantką dostającą gęsiej skórki na myśl o teatrze i co najmniej wstrząsu anafilaktycznego, jeśli chodzi o operę. Do kina i owszem, ale na brada pitta albo jego angelinę, żadnych ambitniejszych komunikatów. No ale, każdy wie, że miłość skłania ludzi do poświęceń typu jedzenie szpinaku albo chodzenie na disco umci-umci, a mnie się akurat trafiło oglądanie Sci-fi, dokumentów i spanie w namiocie.
No więc się naoglądałam – do granicy odcisków fotelowych obić na tyłku:
– o demagogii Chaveza w Wenezueli (polityka mnie mierzi ogólnie ale to już było fatalnie niestrawne)
– o strażnikach Abu-graib organizujących sesje zdjęciowe dla skatowanych, nagich, poniżanych, zmuszanych do masturbacji i innych ciekawych czynności więźniów (wiwat dla kobiet! naprawdę co te baby nam napadło to mózg nie pojmie)
– o facecie, który nie czuł się w roli samca dobrze i zmienił płeć po kilku latach małżeństwa (film naprawdę piękny i mądry; warto zrozumieć różnice między zboczeńcem a uwięzionym we własnej cielesności)
– o tajlandzkich nastoletnich tranwestytach (trochę za dużo jak dla mnie; już w żadną tajkę nie uwierzę, bo oni sobie nawet penisy obcinają i piersi wstawiają)
- o zbieraczach śmieci w Ameryce łacińskiej (wygląda na to, że jak się pechowo urodzisz, to grzebanie w odpadkach nie różni się w twojej głowie od uprawiania pomidorów)
– o afgańskich nastolatkach i dzieciakach, którzy nie bardzo wiedzą co to jest w ogóle dzieciństwo (przepiękny film polskiej reżyserki pt. „Latawce”; chapeux bas!)
– jakieś eksperymenty z filmowaniem czego popadnie (sztuka nowoczesna pozostaje poza granicami mojego zrozumienia)
– o czeskich nastolatkach spędzających każdy piątek alkoholowo (my jednak bracia jesteśmy
)
– o kobietach czeskich, którym odbiło i przeszły na muzułmaństwo i teraz chodzą zakutane, samotne, bez pracy i pomysłu na życia, za to z wiarą, że pójdą do raju (katolickie dewotki mają zdecydowanie lepiej)
– studenckie etiudy, m.in. o hakerach, którzy zdołali wetknąć grzyb bomby atomowej do telewizyjnych wiadomości (hehe, dobre to było) i o wymysłach V.Klausa na temat braku globalnego ocieplenia (studentka postanowiła przekazać perwersję tekstu puszczając w tle obrazki z seksualnych orgii; całej widowni się bardzo podobało
)
– o Havlu i jego prezydenckiej „kuchni” (bardzo poglądowe; są jednak pewne różnice między stylem literata a elektryka)
- prezentację zdjęć skandalizującego fotografa, który dokumentuje swoje erotyczne podboje podczas trwania akcji, a ostatnio nawet przestał robić fotki i tylko się na nich eksponuje (pornografia totalna, ale dzięki braku ostrości i ciemnym klimatom wypadło niezwykle artystycznie)
no i jeszcze kilka innych, ale już za Boga nie pamiętam. Ogólnie najlepiej sprzedaje się oczywiście seks i okrucieństwo, co pewnie bym wymyśliła bez siedzenia pięciu dni w kinie. Ale też prawda, że czasem zamiast oglądać debilnych wymysłów co zrobiła Magda M. albo jakiś cały klan, warto jednak popatrzeć sobie na coś prawdziwego – bo też świat jest pełen historii, i okrutnych, i perwersyjnych, i całkiem pięknych i wzruszających.
komentarz: by inowi 06.11.2008 14:57
Dobry dokument nie jest zły.