17 Listopada 2008

Przewodniki i izolatory uczuciowe

autor: gagatka, dział: Obrazki, godz. 19:00

Zajechałam do kraju na tydzień, aby odmoczyć umęczone czeskim piwem członki (jak zwał, tak zwał :) ) w lodowatej już całkiem bałtyckiej wodzie. Przy okazji odwiedziłam dentystę, ginekologa i przyjaciół…

No po prawdzie, to przyjechałam glównie dla przyjaciół i podtrzymania wiary rodzicielki w moją żywotność. No więc łażę po pubach, kinach i knajpach podziwiając bieg ewolucyjny gatunku ludzkiego – twarde kawalery się zaręczają, betonowe pary się rozpadają, dzieci nie tylko wyskakują z dawnych nastoletnich koleżanek, ale rosną na potęgę, nawet własny brat leser zabrał się za studiowanie budownictwa i z cyrklem siedzi na biurkiem… Kiwam głową i kiwam…

Taka obserwacja nieco z dystansu, bo już na czole mam nalepkę „emigrantka”, daje też jednak dużo wniosków natury rzekłabym filozoficznej, o ile umysł blondynki może się kwalifikować do jakichkolwiek intelektualnych kategorii. A że sedno mojego żywota od zawsze stanowiły międzyludzkie interrelacje emocjonalno-fizyczne, zwane też związkami, to oglądam sobie znane mi pary z entuzjazmem motylologa (zapomniałam fachowej nazwy faceta z siatką na kiju).

I oczywiście wiele z tych par, zwłaszcza przybitych ciężarem aktu małżeństwa, robi dość ponure wrażenie znudzenia, rutyny i zaniku palącego wzajemnego zainteresowania sobą. Mam jednak szczęście być przyjaciółką, nadużywaną do pieczenia serników, pary która choc trwa już latek kilka, iskrzy jak spawarka.

Rózne są opinie na temat pokazywania swoich uczuć i znam osobowości dogłębnie zniesmaczone publiczna wymianą śliny czy też trzymaniem „kotka” za pośladek w parku pełnym chrześcijańskich dzieci. Prywatnie uwielbiam te manifestacje pasji i zaangażowania na każdym kroku, które jak nic innego rozświetlają rzeczywistość szarych anonimowych twarzy, zwykle zestresowanych z powodu pogody, przypalnego kotleta lub podwyżki cen benzyny. Owe znane mi przewodniki ciepła i elektryczności pod tym względem są spełnieniem marzeń. Objęci, obejmujący się, całujący, dotykający, szpeczący, flirtujący, pasujący jak ulał – ramię do ramienia, ręka do pupy, usta do ust. Czy to kwestia osobowości czy tez fenomenalnego trafienia?

Może te wszystkie sztywniaki wyglądające jak pan minister i jego sekretarka pod płaszczykiem chłodnej obojętności ukrywają porwana na strzępy bieliznę i ślady zębów? Może te buziaczki na pokaz to raczej farsa, a w domu każdy otwiera swoją gazetkę i „adieu” ?

Wolałabym nie, szczerze mówiąc. To znaczy mam ochotę wierzyć, że ludzie dorośli do miłości fantasmagorycznej (moje ulubione, acz trudne słowo) iskrzą do siebie z racji praw fizyki – w łóżku, banku i sklepie z mięsem… Bo wtedy własnie życie jest piękne.

Komentarze »

Brak komentarzy.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>