tęskniąc za wiosną…
Jeśli ma się (nie)szczęście być rodzicem dziecka w wieku przedszkolnym, zgadnijcie drodzy moi, pod jakim znakiem upływa nam grudzień?
Choinek? Mikołaja? Świąt Bożego Narodzenia? Gwiazdorka z Aniołkiem? Prezentów? Nowego roku?
Wszystko to jak najbardziej się zgadza, ale są to zagadnienia drugorzędne wobec radosnego festiwalu chorób wszelakich. Jak Polska długa i szeroka, przedszkolaki wkraczają w etap najbardziej intensywnego chorowania. W ‘naszym’ przedszkolu działają obecnie ze trzy grupy (na osiem) co mnie osobiście nie dziwi, bowiem nie ma większego sensu w trzymaniu w jednej grupie 6 dzieciaków. A tyle mniej więcej zjawia się rano przed salą numer 5. U lasek z forum sytuacja identyczna: w przedszkolnych salach echo się niesie, w szatni mamy wymieniają się doświadczeniami w leczeniu anginy/ zapalenia oskrzeli/ zapalenia ucha (te trzy choroby wiodą prym zdecydowany mam wrażenie), niczym emerytki polecając sobie konkretne syropki i konkretnych pediatrów. U dziewczyn blogowych sytuacja identiko (albo wręcz następuje pewna eskalacja, co ma miejsce u pierwszej).
My naturalnie nie odstajemy od średniej krajowej, z antybiotykiem zawarliśmy bliższą znajomość która właśnie liczy sobie okrągłych dziesięć dni. Obawiam się poważnie, że zaliczenie w grudniu tygodnia w przedszkolu będzie sporym sukcesem, a tymczasem zgłaszam się na ochotnika do dowolnego teleturnieju ze znajomości dziecięcych bajek. Wsio rawno, w wersji książkowej czy filmowej, Frankliny znamy już na pamięć, miś Paddington śni nam się w sytuacjach absolutnie jednoznacznych po nocach, a melodię z Tabalugi zaczynamy mimowolnie nucić pod prysznicem. Jednocześnie do perfekcji opanowaliśmy obsługę domku kucyków, cukierni kucyków, woza straży pożarnej, laleczek imitujących Barbie (ale padły już magiczne słowa: mamusiu, ja bym chciała Barbie pod choinkę… i Ena… /Kena oszywiście/), rozstawiliśmy namiocik na środku pokoju i sobie radośnie chorujemy. Wysypka chwalić Pana już zeszła.
Robota oczywiście daleko w polu, w grudniu mieliśmy szlifować ostatecznie projekt nad którym siedzimy (ok, głównie siedzi Kochanie, bo to programistyczna robota przeważnie) od września i już wiemy że będzie obsuw około dwóch tygodni. Suuuuper.
Mądre ludzie mówią, że to wszystko przez zimę cholerną i jesień deszczową, i że z wiosną choróbska pójdą sobie precz.
Zaczynam skreślać dni w kalendarzu.
Aby do wiosny…
Komentarz: autor gagatka 15.12.2008 09:45
No i znów mam argument, że na dzieci mi za wcześnie - piekielnie się cieszę zimą
Komentarz: autor Asia 16.12.2008 21:34
tzn za taką zimą uczciwą z mrozem i śniegiem to ja też tęsknię, bo wtedy dzieciaka można po rzeczonym śniegu przegnać i wieczorem jest spokój. Ponadto na mrozie musi co zarazę diabli biorą, bo człowiek może się tylko przeziębić. A to już na własną odpowiedzialność