Przemycanie ciąży
Ciekawy artykuł znalazłam w francuskiej Marie Claire – o nowym trendzie społecznym: kobieta czuje, że już musi, bo ją jajnik dusi, i bez konsultacji przestaje łykać pigułki…
A bo on nie chciał (faceci wiadomo do odpowiedzialności się nie palą tak jak do bzykania), a jej już licznik latek niebezpiecznie skacze i dlatego postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Rezultaty są ponoć mieszane – jednym tatusiom na widok bobaska z własnych genów robi się tak dobrze, że wybaczają dywersję i kochają oboje dwa razy więcej; inni pakują walizki i wieją, gdzie pieprz rośnie, a alimentów można uniknąć.
Problem jest dość ciekawy, bo z jednej strony jest uczciwość ludzka, zwłaszcza w stosunku do ukochanej osoby i założenie, że pożyczenie sobie jego nasienia to niewinny grzeszek raczej nie przejdzie. Dziecko ma dwoje rodziców i oboje powinni mieć tu coś do powiedzenia. Z drugiej strony, czy można mieczem ślepej sprawiedliwości usiec kobietę za to, że pragnie poczuć w sobie orzeszka, pragnie być mamą, kochać, tulić i wychowywać? To lepiej jakby sobie poszła do banku spermy jakiegoś elektryka albo zboczeńca wszczepić???
Oczywiście, fajnie by było, gdyby świat był prosty i pary odczuwały razem w pewnym, tym samym, momencie, że chcą razem zrobić coś więcej – najpiękniejszy twór dwojga ludzi. Ale się porobiło na tej planecie i teraz albo kobiety latają po drabinach kariery i nie chcą o rodzinie nawet słyszeć, albo panowie zakochują się w wizji: wolny ptaszek do 35, a potem sobie jakąś 10 lat młodszą pannę ustrzelę… A miłość oczywiście głupia i nielogiczna, nie wybiera wcale tego partnera o najbliższym profilu w tej kwestii…
Jakby rzekła baba we wsi, bo w tym cały jest ambaras, aby dwoje chciało… syna.