17 Grudnia 2008

kryzysowe lejdi

autor: Asia, dział: Obrazki, godz. 23:14

Przy okazji przerzucania styczniowo/ grudniowej ELLE wpadł mi w oko artykuł na temat kryzysu. Faktycznie, magiczne to słowo dziennikarze odmieniają przez wszelkie możliwe przypadki z uporem godnym lepszej sprawy.
Może są przekonani, że bez ich światłych artykułów czytelnik jeden z drugim za nic sobie mieć będzie krach na giełdach oraz depresje deweloperów? Bo o tym że przeciętny obywatel RP, który ledwo ledwo odbił sobie lata zaciskania pasa, poczuł wiatr w żaglach i docenił przyjemność płynącą z zakupów (oraz z wakacji na słonecznej wyspie) nie da sobie dóbr tych tak z marszu odebrać jestem jakoś przekonana.
ELLE nasza kolorowa przekonuje w każdym razie czytelniczki swe, by mimo kryzysowych opinii nie bać się podarować sobie odrobiny luksusu.
Jedna z bohaterek tekstu zamiast kupować krem za złotych 10 kupuje ukochany krem nawilżający, za okrągłe 150 PLN. Inna pani inwestuje w dobre spodnie, mimo iż operator z uwagi na niezapłacone rachunki ograniczył jej połączenia wychodzące. Jeszcze inna pani bez mrugnięcia okiem kupuje dobre wino, kolejna nie może żyć bez bielizny, a jeszcze inna nie uznaje innej kolorówki niż Dior czy Chanel.
I tak sobie pomyślałam, że jednak rewolucję mamy sporą w społeczeństwie.

Pokolenie naszych rodziców stawiało na pierwszym miejscu uregulowanie rachunków. Można nie mieć na krem do twarzy, ale prąd i gaz muszą być zapłacone w terminie. Pokolenie moje podchodzi do rzeczy wyraźniej na luzie (boszz, jeden rachunek w tą czy w tamtą, jeden miesiąc w tył lub w przód, świat się od tego nie zawali). Co mamy wspólne – przekonanie iż ‘biednego nie stać na to, aby kupować tanio’. W zasadzie w tym momencie sklepy z tanią odzieżą powinny się wynieść gdzieś na koło podbiegunowe, bowiem jeśli rozmowa schodzi na zakupy kryzysowe to rozmówcy jak jeden mąż zapewniają, że na ubraniach oszczędzać nie ma sensu. Że lepiej kupić jedną bluzkę za 100-150 zeta niż cztery bluzeczki po 25-30 pln każda (które mają to do siebie, że po drugim praniu zaczynają tracić kształty). Że lepiej kupić skórzane buty, a nie podejrzane niewiadomoco na pobliskim bazarku. O ciuchach służbowych już nie wspomnę, bo to rozumie się samo przez się. O bieliźnie kryzysowej można tomy pisać, i to w dodatku wierszem, aczkolwiek jak widzę delikwentki kupujące pancerne staniki na straganie to nóż mi się w kieszeni otwiera.

Ale wracając do ELLE, tak się zastanawiam, czy gdyby poważny kryzys dopadł i wyżej podpisaną to co byłoby górą? rozsądek czy dobre samopoczucie? Chyba jednak nie miałabym odwagi machnąć sobie tuszu Lancome ze świadomością, że internet mi lada moment odłączą bo z rachunkami zalegam…

3 komentarzy »

  1. komentarz: by Jajcuś 18.12.2008 10:47  

    A skąd to Elle ma pieniądze? Od gazowni i operatorów telekomunikacyjnych, czy od producentów/sprzedawców ciuchów i kosmetyków? Jak sponsorzy/reklamodawcy patrzeliby na artykuł o tym, jak oszczędzić na kosmetykach i ubraniach, żeby wszystkie rachunki mieć zapłacone w terminie?

  2. komentarz: by Goldenrose 19.12.2008 10:58  

    Czasem się zastanawiam ile z tych bohaterek artykułów w „luksusowej” kobiecej prasie to prawdziwe istoty, a ile to wymysły dziennikarek… Rozumiem, że są takie kobiety, dla których bardziej liczy się kosmetyk od zapłacenia rachunków, ale bez przesady – trudno mi uwierzyć, że są one reprezentacją społeczeństwa. Albo ja żyję w jakiejś enklawie, gdzie jednak nieregulowanie rachunków nie jest dobrze widziane (ok, akceptowalne są spóźnienia kilkudniowe, ale chwalenie się odciętym za niepłacenie telefonem, czy Internetem to „obciach”).

    Myślę, że Jajcuś ma sporo racji – artykuł musiał tak wyglądać, bo jak nie będzie kobiet luksusowych, to kto utrzyma cały rynek, gdzie ceny kolorowego kosmetyku nie schodzą poniżej 90-100 zł? Nawet jeśli czasem ten za 30 jest jakościowo lepszy…

  3. komentarz: by Asia 19.12.2008 15:47  

    czyli po raz kolejny, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze :)

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>