sklepowa gorączka
Pobluzgawszy sobie z cicha na najpiękniejsze i najbardziej klimatyczne ze Świąt oddałam cesarzowi co cesarskie i udałam się do sklepów po prezenty.
Wiem, wiem, kupowanie podchoinkowych drobiazgów na ostatnią chwilę nie jest najmądrzejszym zagraniem, ale odkąd siedzę na działalności gospodarczej to grudzień kojarzy mi się li i jedynie z nagłą utratą finansowej płynności. Ale co robić, siadłam do przelewów, ciepłymi słowy skląwszy mędrca który postanowił o podwójnym opodatkowaniu za miesiąc listopad. Te parę tysięcy złotych, które księgowy polecił mi przelać na konto urzędu skarbowego z przyjemnością wydałabym na prezenty dla rodziny oraz na imprezę sylwestrową dla przyjaciół. Ale z urzędami skarbowymi się nie dyskutuje, a przynajmniej nie przed wpłaceniem należności.
Tak więc poczekawszy na zaległą kasę i przygotowawszy sobie zgrabną laleczkę voodoo na palantuńciów dwóch co to od płacenia się mi się migają (mamusia im najwyraźniej nie mówiła, żeby z wiedźmami nie zadzierać. A jak już się zadziera, to żeby swoich rzeczy wiedźmie nie zostawiać) poszłam w rajd po sklepach.
A tam sodoma i gomora.
O przewalających się tłumach klientów, którzy jak my wstali bladym świtem i przed 10 zameldowali się w kolejkach pisać chyba nie muszę, bo każdy sobie ślicznie sytuację sam zwizualizuje. Hordy pań i panów, z obłędem w oczach galopujących w te i wewte po korytarzach, przekrzykujących się między sobą, konsultujących przez telefon komórkowy pomysły na prezenty i wymieniających się uwagami na temat najlepszego upominku – w innych okolicznościach widok ten byłby bezcenny. Dzieweczki poszukujące animowanego filmu familijnego Disneya wśród serii Dragon Lance były urocze. Podobnie jak panie zastanawiające się wspólnie, czy pod choinkę wypada kupić krem liftingujący (‘tyyy… a ona się nie obrazi??’). Ehh, żeby człowiek nie ganiał, to stanąłby sobie skromnie z kapowniczkiem i spisywał złote myśli polskiego narodu. Autentycznie, kocham na spokojnie obserwować tłum.
Dziś niestety w pewnym momencie ogarnęły mnie wizje upojne pt. kałasznikow w dłoniach mych. Przeciągnąć tak serią po świątecznych wystawach, po przykurzonych z lekka choineczkach, a nade wszystko po głośniczkach z kolędami w wykonaniu Miecza Szcześniaka… Marzenia.
Krwiożercze zapędy dość szybko mi przeszły, bowiem udało się kupić komplecik prezentów. Przy okazji ciekawostka, taki „Gwiezdny pył” na DVD (sympatyczny film na podstawie bardzo sympatycznej prozy) w Saturnie można kupić już za 29,90. W Empiku piętro niżej (Galeria Pasaż Grunwaldzki, Wrocław) za 46 zeta bodaj, a w Empiku na Kościuszki (nadal Wrocław) tenże film kosztował ponad 54 zł. Być może były to edycje z bajerami, komentarzami fanów oraz sceną tańca na barze w wykonaniu M. Pfeiffer, pojęcia nie mam, ale rozbieżności w cenie mnie nieco zaskoczyły.
Przy okazji po raz setny sobie obiecałam, że do Empiku po płyty wejdę w sytuacji naprawdę przymusowej. Burdello totalne na półkach, zero porządku, mnóstwo chaosu i jeszcze na dodatek człowiek musi naprawdę głęboko nurkować, żeby sprawdzić, co też kryje się na półce najniższej.
Za to w Super- Pharm bardzo obiecujące promocje perfumeryjne. Zdaje się że mają już je na wykończeniu, ale ceny lepsze niż na allegro. I tym optymistycznym akcentem…
(klimatu świąt nadal nie czuję, to tak btw).
komentarz: by Nefretete 24.12.2008 09:52
Ale w innych rejonach Galerii Mokotów cicho, pusto i tylko gdzie nie gdzie człowiek sie pojawił
Super-pharma cenami kusiła juz od kilku miesięcy, np. takie Baby doll 30ml. za 60zl
Euphoria CK 30ml. 119zł. itd itp
Biziaki Swiateczne
komentarz: by Asia 26.12.2008 23:39
Nef: no tak, bo było nie było Empik daje spore pole do manewru. W zasadzie można tam obkupić całą rodzinę i wszyscy będą zadowoleni
buziaki świąteczne również