Apetyt na tatusia
To coś, co mnie ostatnio wzrusza jak niektórych „Casablanca” albo litr wódki. Nie tam zaraz byle jaki facet z wózkiem, ale tatuś na całego…
Chodzę sobie raz w tygodniu wspinać na czeską ściankę (szersza niż wyższa, ale co się się tu dziwić). I tam oprócz mnie, kilku okazjonalnych niewiast, grona męskich człowieków-pająków jest jeden właśnie tatuś: przychodzi zawsze z synkiem, 3 latka pi razy drzwi, i łamie mi każdorazowo serce prawie.
Wiadomo, że facet jak ma hobby typu piwo z budki czy gra w tenisa, to świata poza tym nie widzi i wara od świętych godzin. Ale ten tatuś, zapalony i utalentowany (mięśniowo także
do tej wspinaczki przychodzi sobie z ogonkiem, który się pęta, płacze, wymaga uwagi ciągłej. I tatuś się wespnie razy kilka, trzecim okiem pociechy pilnując, potem zrobi małemu karuzelę, pogra z nim w piłkę albo powiesi go na trapezie (to nie jakaś kara cielesna!).
Dalej są tatusiowie na stoku, trawiący godziny, w których mogliby szusować i zarywać dziewczęta pod kasą,, na zjeżdżaniu pługiem z brzdącem. Tatuś przy tym nie krzyczy, nie denerwuje się dziecko jedzie tyłem do przodu, nie każe mu być Albertem Tombą.
I na Boga nie wiem co mnie w tym tak rusza (proszę mi nie tłumaczyć, że to podświadome poszukiwanie kandydata na ojca własnych dzieci), ale po prostu oczu oderwać nie mogę i w gardle mnie ściska. Jakoś to sto razy bardziej męskie niż hodowanie mięśni w siłowni czy ryczenie furą po ulicach.
Normalnie mam sezon na tatusia
komentarz: by Jacek Sadowski 07.03.2009 00:38
no wychodzi na to ze tatus tez potrafi kochac swoje dziecko i nic w tym dziwnego raczej dziwne jest to ze to Cie dziwi a powinno dziwic wlasnie przeciwienstwo tego… czyzby tatus nie nauczyl Cie plywac ??? serdecznie wspolczuje…