Co wolno wojewodzie, to nie kobiecie…
Oglądałam znowu film, co mnie natchnął. Western co prawda, ale do damsko-męskiej rywalizacji się dołożył. Nie żeby się zaraz baby młóciły na kolty z facetami…
Szybkie wprowadzanie: film się nazywa „Appaloosa” i sie tyczy dwóch braci co zostali najęci przez miasteczko na bardzo dzikim zachodzi do obrony przed lokalnym zbójem. I wszystko byłoby pięknie, gdyby Bóg nie stworzył kobiety. Przyjeżdża bowiem sobie kręcąca kuperkiem Renee aka Bridget Jones i już się męskie towarzystwo rozwala.
Punkt ciężkości mojego wywodu leży jednak poza dobrze znanym fenomenem zawracania facetom biustem w głowie. Otóż owa panna szybko lezie do łóżka z głównym bohaterem szeryfem, kupuje z nim dom i zaczyna… kupować sobie polisy ubezpieczeniowe. Kurwi się więc na lewo i prawo z każdym, kto potencjalnie mógłby być wpływowy, bogaty i ważny, jakby jej facet zszedł na psy lub był postrzelon.
Oglądamy sobie filmik z lubym i on mi na koniec mówi coś w stylu „ale to k… straszna”. To ja się go pytam, czy jakby ten główny bohater zerżnął w ciągu 2 godzin filmu pięć babek mielibyśmy powód do dyskusji moralnej. Przyznaje, że nie bo tu chodzi o motywy!!!
Otóż ponoć jak facet dźga swym bagnetem jedną za drugą, ze względu na podstawowe prawa fizyki (ciała w pionie podlegają większym drganiom) to jest w porządku. Ale jak babka się puszcza po poduszkach, bo pragnie bezpieczeństwa i dobrobytu materialnego, to jest dziwka i na stos z nią.
Jak się nad tym zastanawiam, to przyznaję, że jakoś łatwiej usprawiedliwić poryw natury niż finansową kalkulację, tyle że nie wiem, czy motyw ma tu takie znaczenie. Potępiać można za rozwiązłość, nie za jej przyczyny chyba.
Ale żeby panom ulżyć na sercu, proponuję abyśmy zaczęły się puszczać dla przyjemności, a nie dla pieniędzy.