chory przez bachory?
“Odkąd urodził się mój syn moje życie się skończyło - zostały mi już tylko wspomnienia. Gdybym mógł cofnąć czas nigdy nie zdecydowałbym się na dziecko.” Taki ciekawy koment znalazłam pod niedawnym artykułem gazety.pl na temat ojcostwa.
Szczerze powiem, że tekst mnie trafił dość między oczy, bo z okazji zbliżającej się trzydziestki obracam w myślach wizję bycia kiedyś matką. Czy, kiedy, jak, z kim, po co… Nie wiem czy to ten biozegar, czy presja społeczna, która wciska, że po trzydziestce to dla prokreacji trzeba zamienić łóżko na zestaw z próbówkam i abonament w banku spermy. Myślenie fakt się uaktywniło.
I jakkolwiek pierwsze tony były piękne - wizja matki polki, nowego życia we własnym brzuchu, który właśnie doposażam w sześciopak, egzotycznych doznać karmienia wielką piersią i takich tam romantycznych obrazków, kolejne takty brzmią już pod Mendelsona. Niby sobie człowiek nie wyobraża życia po 40-tce bez jakiegoś wesołego domu pełnego młodzieży, ale oddanie choćby roku 30-tki na pieluchy jest mało kuszące.
Niby ogląda się ta ciumkające się mamusie z bobaskami, tych rozanielonych tatusiów z wózkami, te zdjęcia szczęśliwych rodzin na reklamach ubezpieczeń na życie… Ale jak zakryć tą połówkę kartki i przyjrzeć się stronie negatywów to mam ochotę nafaszerować się antykoncepcją na 50 lat do przodu. Pieluchy, krzyki, godziny dobranocek i karmienia, zapalenia gardła, pokrzywki, biegunki, wydatki, obwisły biust i rozstępy, upośledzenie życia seksualnego, wakacje z wózkiem, nieustanna odpowiedzialność…
A jak czytam coś takiego jak ten koment, co rujnuje ostatnią deskę nadziei: że jak już zaciążysz i wypchniesz to na świat, to się w tobie, i w nim, obudzi nowe rodzicielskie “ja”… to już jakoś w ogóle słabo to widzę. Wychodzi, że dziecko to samobójstwo w biały dzień i za aprobatą kościoła i prezydenta…
Komentarz: autor Jajcuś 24.03.2009 10:24
Dlatego w wieku trzydziestu-coś lat dobrze już to najgorsze mieć za sobą
Komentarz: autor Ika 24.03.2009 11:33
No cóż, nie da się ukryć, że ma się potem przez przynajmniej 2 lata przewalone, a pierwsze 3 miesiące to najgorszy z koszmarów. Ja przed ciążą nie lubiłam dzieci i naiwnie liczyłam, że własne dziecię coś zmieni… Zmieniło, teraz nie lubię jeszcze bardziej
Komentarz: autor asc 24.03.2009 11:56
“Nie wiem czy to ten biozegar, czy presja społeczna”
kazda, kazda baba mysli ze jak urodzi w 31 zamiast 30 to jej dziecko bedzie mialo zespol dauna - paranoja normalnie
Komentarz: autor mahadewi 24.03.2009 12:23
ja tez dzieci nie lubilam i miec nie chcialam - ale jakos tak nagle sie okazalo ze “a kuku, niespodzianka” :/
no to fakt, na poczatku jest ciezko, ale to nie znaczy ze jest WSZYSTKO takie straszne, wiadomo ze sie narzeka, ale i fajnych chwil jest duzo.
aczkolwiek, jakbym miala miec nastepne, to tylko w opcjii “bez ciazy, i samo se zmienia pieluchy”.
Komentarz: autor gagatka 24.03.2009 12:25
Heeeee, a toście mi dali wzmocnienie psychologiczne dla antykoncepcji
Ja bym tak mogła dwa lata na niańczenie stracić ale może… po sześćdziesiątce.
Komentarz: autor anoriell 24.03.2009 19:45
To znaczy, że jak normalnie nie lubię dzieci i nie uważam, że są słodkie i rozkoszne, to moja antykoncepcja jest w pełni uzasadniona… :>
Adoptujmy sobie może potrzebujące dziecko z Somalii na starość ;))
Komentarz: autor gagatka 24.03.2009 19:51
asc też mi się zdało paranoiczne, ale czyż miliony mogą się mylić?Ale widzisz - jak wpadnę, to już mam imię…
anoriell Jak tak dalej pójdzie to adoptujemy tu całą Somalię
Komentarz: autor kruszyzna 26.03.2009 22:58
Jako matka-debiutantka, która urodziła dziecię mając lat 32 (wiek balzakowski, a kuku), muszę się odezwać. Zupełnie ale to zupełnie inaczej patrzy się na życie, kiedy dziecka nie ma i kiedy już jest. Jeśli kiedyś doświadczysz ciąży i porodu, zrozumiesz, o czym mówię. Jeśli teraz myślisz, że wiesz, jak będzie wyglądać Twoje życie po urodzeniu dziecka, to jeszcze nie wiesz, jak bardzo nie wiesz. Jasne, jest nocne wstawanie, wory pod oczami, piersi walące mlekiem na prawo i lewo bez ostrzeżenia, potworny ból po cesarce, zrzucanie zbędnych kilogramów, wycieranie tyłka z kupy, zmiana pieluch, wylewanie nocnika, łażenie po lekarzach i wiele innych rzeczy. Ale kiedy już to robisz i wracasz myślą do czasu, kiedy nie robiłaś, bo dziecka nie było, to dociera do Ciebie, ile tak naprawdę radochy Ci to daje. I wystarczy, że Twoje nowonarodzone dziecię uśmiechnie się po raz pierwszy, powie coś po raz pierwszy, sięgnie gdzieś po raz pierwszy itp., to chcesz te chwile zachować na jak najdłużej, bo są niepowtarzalne. I dla takich chwil znajdujesz w sobie siłę, by wstawać w nocy, wycierać kupę z pupy, sadzać na nocnik, tlumaczyć, że nie wolno tego i tego, szczepić, łazić po lekarzach itp, itd.
Kiedy nie miałam dziecka, myślałam, że prowadzę życie, w którym się nie nudzę. I tak było. Ale dopiero teraz widzę, jaka niesamowita ilość atrakcji mi doszła. Wtedy każdy dzień był niepowtarzalny. Teraz jest podwójnie niepowtarzalny.
I tak, mnie też wnerwiały ciumkające mamusie i gruchający tatusiowie. Ale gdy masz własne dziecko i stoisz po drugiej stronie barykady, to wszystko wygląda zupełnie inaczej.
I nie, nie uważam, że dzieci są słodkie i rozkoszne. Dzieci potrafią być śmierdzące, trudne i nieludzko wnerwiające, ale to TWOJE dzieci i wtedy patrzysz na nie przez pryzmat swojej miłości do nich. Wkurwiają Cię niesamowicie, ale są TWOJE i je po prostu kochasz.
Być może ten komentarz przejdzie niezauważony i wcale mnie to nie zdziwi. Bo tak naprawdę zaczyna się wszystko rozumieć, kiedy samemu się w to wdepnie. Wtedy widać, jak wiele pierdół uznawało się za wazne problemy i odwrotnie. Życie staje na głowie i trzeba się uczyć żyć od początku. Ale teoria tu niczego nie załatwi. Nauczy dopiero praktyka.
Tyle się napisałam i wyczytałam z komentarzy, żeś mama. Cała robota na marne
Komentarz: autor gagatka 27.03.2009 10:02
Kruszyzno!!! Ja sobie ten twój koment ciachnę Ctrl C, wydrukuję, zalaminuję i umieszczę gdzieś na ścianie. Dementuję bowiem haniebne plotki jakobym była mamą, chyba że mandarynki wyhodowanej z pestki, i jak już kiedyś mnie jakiś plemnik dopadnie nie w porę to skonfrontuję z Twoim pięknym przesłaniem i mam nadzieję, że będę Cię ścigać po świecie z Nagrodą Nobla.
A tak w ogóle to ci serdecznie gratuluję, bo ewidentnie jest czego!!!
Komentarz: autor szczęśliwy tatuś 11.04.2009 08:15
( jestem ojcem ) dziewczyny czytam wasze komentarze i wcale się nie dziwie waszymi obawami względem dzieci- są nieznośne ,śmierdzonce , trzeba wstawać kilka razy w nocy , itp , itd. ale jak czytałem komentarz- KRUSZYZNA- to sie wzruszyłem i muszę przyznać że ma racje . jak dowiedziałem sie że żona zaszła w ciąrze to tak jakbym dostał w gębe , myślałem jak to będzie -zero imprez , wypadów ze znajomymi, większe wydatki itd. Jak żona urodziła to byłem w siudmym niebie ( mam syna ) i tak przez tydzień . Potem się zaczeło- człowiek chodzi nie wyspany wszystko go drarzni - byłem wściekły. Po kilku mieśiącach dziecko zaczyna raczkować , chodzić ,powtarzać słowa . Człowiek zaczyna patrzeć na to inaczej , patrzy jak dziecko rośnie, uczysz go wszystkiego od podstaw zaczynasz sie cieszyć z tego że masz wkład w wychowanie nowego człowieka. Mój syn ma jużprawie trzy lata , biega , skacze ,romawia. MORAŁ Z TEGO TAKI ŻE NIE ZAMIENIŁ BYM TEGO JUŻ NA NIC INNEGO- a jak człowiek chce się rozerwać to są dziadkowie do popilnowania.
Komentarz: autor też ojciec 28.04.2009 09:26
Chciałbym napisać coś o swoich wrażeniach z pierwszego roku ojcostwa w nawiązaniu do wypowiedzi Kruszyny i ojca z postu powyżej. Niedogodności związanych z dzieckiem jest bardzo dużo i nie ma sensu ich powtarzać, bo każdy kto spróbował ten wie. Osobiście nie odczuwam zbyt wiele radości z ojcostwa, mimo że spędzam cały czas wolny od pracy na karmieniu, przewijaniu, zabawie, przytulaniu i tym podobnych atrakcjach. Można powiedzieć, że jestem ojcem zaangażowanym i absolutnie trudno sobie wyobrazić, że można robić coś więcej. Jednak minusy z posiadania potomstwa są według mnie na tyle duże, że jakiekolwiek małe plusiki wydają się nieodczuwalne. Moja szczerość zapewne wielu oburzy ale powiem wprost: żałuję.
Komentarz: autor gagatka 29.04.2009 18:52
Też ojciec Dzięki wielkie za szczerość - tego potrzeba niedoszłym mamom przed wdepnięciem w… kłopoty. Coś mi się wydaje, że z tym rodzicielstwem jest jak z piwem, jedni sobie chwalą, innym się bierze na mdłości
jedyna różnica to, że piwo można po prostu wylać a z dzieckiem trzeba żyć.
Komentarz: autor też ojciec 30.04.2009 06:43
Trafnie to ujęłaś:) Najgorsze jest to, że nikt nie jest w stanie przewidzieć czy polubi piwo dopóki go nie spróbuje.
Komentarz: autor normalny 09.06.2010 09:42
wy jesteście psychiczni, szkoda, że wcześniej nie dało się was wyeliminować ze społeczeństwa …