29 Marca 2009

Gotowe na wszystko, odsłona kolejna

autor: Asia, dział: Obrazki, godz. 21:28

O piątym sezonie desperatek mych niegdyś ukochanych zdarzyło mi się już coś napisać. Generalnie teza, że geniusz Marca Cherry’ego wyczerpał się po trzech (i pół) seriach ma się dobrze.
Nie daj Boże w ramach przerwy od sezonu piątego przypomnieć sobie sezony wcześniejsze. Dramatyczna różnica poziomów, zwrotów akcji, humoru oraz tak zwanego cukru w cukrze doprawdy załamuje, a same ‘desperatki’ niebezpiecznie zbliżają się do poziomu znanego nam z wiekopomnych polskich produkcji współczesnych.
Oprócz różnicy w jakości coraz bardziej rzuca się w oczy nierówne traktowanie bohaterek przez scenarzystę. Teri Hatcher aka Susan lansowana od pierwszego odcinka pierwszej serii na ulubioną bohaterkę widzów i główną postać w „Gotowych na wszystko” ma w porównaniu ze swymi sąsiadkami klawe życie. Niczym ten cysorz z wiersza klasyka. Zły los nie śmie jej spieprzyć szczęścia rodzinnego, zesłać choroby bądź uniemożliwić zawodowej kariery. Owszem, nasza Susan (której nawiasem mówiąc mimo starań scenarzystów publika za cholerę nie chce pokochać) własnymi łapkami jest w stanie zepsuć co tylko się da, a jej sławetna nieporadność czy może nawet niezdarność budzi irytację miast sympatii i współczucia. Jakim cudem dotąd nie wybiła sobie oka pędzlem to naprawdę nie wiem, musi co jest to kolejny przejaw zadziwiającej łaski wspomnianego wyżej scenarzysty.

Pozostałe bowiem panie mają wyraźnie pod górę. Bree: strata męża, psychopatyczny aptekarz, fatalne relacje z dziećmi (choć Andrew nieco się nawrócił na dobrego skauta po radykalnej kuracji zaaplikowanej przez mamunię) i teraz jeszcze problemy z Orsonem. Lynette: choroba, problemy z dziećmi, z Tomem, z pracą – a wszystko za sprawą wrednego losu, bowiem kto jak kto, ale ona robi co w jej mocy. Gabi w zasadzie aż tak źle nie ma, ale nie ma też tak dobrze jak nasza miła Susan, wokół której wszyscy skaczą, z maksymalną wyrozumiałością podchodząc do kolejnych jej – wcale nie uroczych- gaf. Edie. Edie to w ogóle ma przerąbane, kto widział odcinek 18 sezonu numer pięć ten wie o co mi chodzi.

Pytanie, kiedy widzom skończy się cierpliwość do faworytki scenarzystów. Bowiem całość niebezpiecznie przypominać mi zaczyna Beverly Hills 90210, tam też była taka jedna czarnulka, którą mieli wszyscy kochać, a która jeśli mnie pamięć nie myli dorobiła się fanklubów z logo ‘I hate Brenda’ na koszulkach.

2 komentarzy »

  1. komentarz: by Nefretete 01.04.2009 22:38  

    Susan…aż rzygać się chce obiadem sprzed 4 dni na jej widok, ciapowatość- i toją powinni odstrzelić ;]

  2. komentarz: by Asia 02.04.2009 09:50  

    Nef, a może przez nas zazdrość przemawia? :D

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>