Gorąca jak lawa
Powróciłam właśnie z ponad dwutygodniowej mega wyprawy na Sycylię. Wszystko na ciele jeszcze kipi od wulkanicznej atmosfery…
Przejechaliśmy autem 5,5 tys km, co mnie nabawiło odparzenia pośladków i lekkiego obrzydzenia do przyrządów zmotoryzowanych. Zwłaszcza, że samolot to najwyżej się spóźnia albo pada i nie ma już o czym mówić, a w samochodach przebijają się opony (gomma bucata), niespodziewanie dla niektórych dochodzi benzyna (nawet w takich idealnych miejscach jak pod szczytem Wezuwiusza), padają akumulatory (o szóstej rano w krzakach pół kilometra od szosy).
Wszystkim panom, którzy chcieliby uniknąć widoku swojej ulubionej kochanki na szosie łapiącej frajerów z karnistrem czy kablami na rozwiane blond włosy, względnie pchającej mega wypchanego kombika po łące, polecam tankować, gdy tylko zaświeci się głodne oko i oszczędnie wyużwać pokładowych urządzeń elektrycznych podczas nocnego postoju. Jakby się nie można było kochać czasem w aucie bez muzyki i włączonych świateł!
Z przejść traumatycznych muszę jeszcze wspomnieć cztery doby bez prysznica, w 40-stopniowych upałach, w samym środku rozpalonej słońcem Toskanii. Prawo „im bardziej się kleisz, tym mniej jesteś romantyczna” ogłaszam za opatentowane.
Na drugim biegunie ekstremalnej italskiej wyprawy jest „Etna”, czyli ogólnie rzecz biorąc pasja, gorączka, nieustanne erupcje. Nie do zatrzymania jak tylko dotknie się stopami cudnej Sycylii, gdzie każda kobieta jest boginką. Szczerze przyznam, że z samooceną problemów nigdy nie miałam, może jedynie, aby nie przesadzać. Ale jak się idzie po ulicy i ci faceci cmokają dokoła i jadą na ostro z „bellissima!”, to na pierś spływa jakaś taka błogość niebiańska…
Co prawda, nie wiem czy włoszki też tak jeszcze miewają na tej wielkiej piersi, bo grube są okropnie i co plaża, to pół tony pasty ze słoniną się praży na słońcu. Naprawdę, jak na Italię, mało apetyczne.
Poza tym jednak są jeszcze te sycylijskie plaże, do których tłusty makaron nie dopełza. W rezerwatach przyrody, dzikie, kamieniste, całkiem odludne, z kryształową wodą i kolorami jak bajki o małej syrence. Co tam małe syrenki robią to się ledwo w głowie mieści i gdyby nie setka bardzo prywatnych zdjęć, już po tygodniu bym nie wierzyła, że to było realne. Powiem tylko, że plażę jako „hot spot” odhaczam i gorąco polecam – w pełnym porannym słońcu, mnóstwem nagrzanych kolorowych kamyków i głodnymi wielkimi falami. A w oddali grzmi ta wielka głodna Etna…
komentarz: by Ziuta 15.06.2009 08:56
Bardzo interesujace.
komentarz: by ama 15.06.2009 22:09
Gagata, chyba nikt nie uwierzy że 2 tyg. byłaś out of internet, skoro tu wpisy Twoje czytali
a mnie się podoba!!! że tak umiesz
komentarz: by gagatka 16.06.2009 08:33
ama Poczekaj jak pojadę na rok do Tybetu
komentarz: by ama 16.06.2009 22:48
gagatka Nie wiem czy wiesz ale jadę z Tobą
))