Błękit paryski
Szklane stoły, szklane ściany, szklane domy. Ba! Nawet szklane miasta! Żeromski przewidział to wszystko. Po prostu open space. Każdy widzi każdego. Pani Basia z księgowości, siedząca w swoim akwarium, może dostrzec, co wydłubał z zęba pan Janek z kadr, siedzący w pobliskim terrarium.
Nie zmitręży się tu nawet minuty, pomyślałam, wszedłszy pierwszy raz do mojej nowej pracy. A jeśli już ? będzie o tym wiedziała cała firma. Panienki w nieskazitelnie skrojonych garsonkach. Granatowych lub czarnych. Zaklęłam w duchu cicho, ponieważ wolność ubioru jest tym, co sobie cenię. Ależ oni tu muszą płacić!
A potem było już tylko gorzej.
W zimnym ubiegłego roku wrześniu trzy razy w ciągu dnia wchodziła do naszego pokoju recepcjonistka ze słowami: Pomiar temperatury. Za każdym razem miałyśmy ochotę z moją szefową zdjąć w tej sytuacji gacie, wypiąć dupę, niech mierzą. Ale recepcjonistce chodziło tylko o pomiar temperatury w pokoju. Nie mogło być więcej niż 20 stopni.
A potem przychodziła sprzątaczka ze łzami w oczach prosząc, abyśmy nie wyrzucały do śmietników resztek jedzenia, ponieważ pan prezes zwrócił jej uwagę, że koszty sprzątania wysokie, woreczki powinny być wielokrotnego użytku, a od śmieci organicznych się brudzą.
Ech.
Środek tygodnia. Siedzimy z Darusiem w parku, patrzę na niebo, niebo w kolorze błękit paryski. I nie mogę wyjść ze zdumienia, że takie rzeczy się dzieją na świecie. Trawa rośnie. Woda z fontanny tryska krystalicznym strumieniem. Nastoletnie wagarowiczki opalają nogi, wylegując się na trawnikach. Darus grzecznie śpi.
I dociera do mnie, że kiedyś trzeba sobie powiedzieć stop. Być może obniżyć wymagania, standard życia. Zrezygnować z wczasów w Grecji, cosobotniego łososia zamienić na gotowanego kurczaka.
Nie wracam, mili państwo, nie wracam. Aby pewnego dnia nie stwierdzić ze zdziwieniem, że owszem, mam już czas i ochotę, tylko jego dzieciństwa już nie ma.
komentarz: by Jajcuś 17.06.2009 09:07
Ja sobie zupełnie nie wyobrażam jak mógłbym pracować w jakiejś ?korporacji?, w ?open space?, z ustalonym ?dress code? itp. Ktoś ma mi mówić jak mam się ubierać? Patrzeć przez ramię jak pracuję? Ustalać warunki pracy jedynie według kosztów?
Moje ostanie miejsce ?normalnej pracy? może dalekie jeszcze było od tego co opisujesz. Biuro dla trzech osób to jeszcze nie open space, a ubierał się każdy jak mu pasowało, to i tak już ciążyło. Szefowa ustalał np. jak ma moje biurko wyglądać ? oczywiście według względów estetycznych, nie praktycznych?
Teraz wynajmuję własne przestronne biuro, urządzone według moich potrzeb. I jest mi tu dobrze. I dobrze mi się tu pracuje. I najwyraźniej wydajnie, skoro klient jest zadowolony. I to za cenę kilkuset złotych za to biuro? A w ?normalnej pracy? prędzej dostałbym dwieście złotych podwyżki niż odpowiadające mi warunki pracy, a przecież właśnie w pracy spędza się te 8h dziennie. Nie warto się męczyć.
Boję się tylko, że kiedyś to Eldorado może się skończyć, że kiedyś może będę musiał się zatrudnić w jakiejś korporacji? i jak ja miałbym tam przeżyć?
komentarz: by gagatka 17.06.2009 14:59
Gloria, gloria, alleluja, jeszcze jedna dusza uratowana! Jak się przytnie nawet na kurczaku to jeszcze można popląsać na sycylijskich plażach a w poniedziałki rano kiedy cały świat lezie do pracy, dwa razy wracać z pasją do łóżka
komentarz: by Ziuta 17.06.2009 16:42
Achajko.Długa doroga przed Tobą. Jajcus,przezylam to wszystko,zaczynałam od instytucji panstwowych,staz,praca i nareszcie działalnośc prywatna. Przez dlugie lata,pracowalam bardzo ciezko i niestety zakonczylam swoj mrowczy zywot w inst.panst.To bylo prawdziwe pieklo,zamiast prezesa kutwy,byly kamery i podsluch.Jestem szczesliwa emerytka,a moja emerytura wystarcza na leki i chlebek z margaryna.Mam rodzine ,corke ktora nie da matce glodowac i motywacje do zycia pieknego wnusia. Pozdrawiam .