Pani Robinson czyli mieć młodego chłopa
Gdyby któraś z niewiast zaczęła przypadkiem myśleć o zbliżającym się wieku średnim i własnym facecie z jakąś seksowną dwudziestką proszę czytać dalej…
W popularnym czeskim tygodniku, który czytam, aby wzbogacić knedlikowe słownictwo, natknęłam się na wielki artykuł na temat związków starszych kobiet z młodszymi mężczyznami. Rzuciłam się jak wegetarianin na kotleta, gdy nikt nie patrzy, bo akurat mam młodszego faceta. Niby pół roku, ale z różnych roczników, więc jest jakby cały rok, i jeszcze z różnych dekad więc w ogóle, przepaść pokoleniowa (nikt mi nie powie, że młodzież urodzona w kiczowatych latach 80-tych wie coś o radości życia seventies & flower power
).
W tekście co prawda omawiali przypadki przepaści piętnasto- czy dwudziestoletniej, ale w aspekcie pozytywnym, więc oświadczyłam lubemu, że jesteśmy trendy. Najciekawsze rzeczy, jakie tam wyczytałam, to że każda babka po 35-tce skorzysta wybitnie na dwudziestoletnim kochasiu, i to ze wzajemnością. Bo on się nauczy i stanie się mężczyzną, a ona w końcu będzie miała jakiegoś faceta, co może zawsze i wszędzie, a nie wybrednie, ledwo stojąc i z zawadzającym brzuszyskiem.
Przypominam, za tygodnikiem, bowiem prawdę pospolitą , że „szczyt” seksualności panowie mają między 18 a 20 rokiem życia, panie zaś po 30-tce. Hehehe… ten się śmieje, kto się bzyka ostatni
Jakkolwiek jest to piękne, że taka 50-tka z plusem może sobie wciąż hasać z ogierami, którzy rżą przy tym z radości, zamiast krzywić się, że zmarszczki, osobiście jakoś w te wielkie przepaście to nie za bardzo wierzę. Plus pięć i minus pięć lat, to bomba, (zwłaszcza minus
), ale już bycie z kimś, kto za naszej matury wyrywał sobie na nitkę mleczaki, albo brał właśnie pierwszy rozwód z żoną i dwójką dzieci, jakoś mnie nie grzeje.
Powiecie, że jestem prosta i blondynka, ale dla mnie jakoś łóżko wygląda najfajniej jak jest w nim parka nastolatków, co nie wiedzą co i z której strony (uh, teraz chyba przedszkolaki już wiedzą…) albo dwoje młodych w kwiecie wieku i szale prokreacji, albo dwoje dojrzałych koneserów, co wpasowują się w siebie nawet zmarszczkami…. albo nawet dwie sztuczne szczęki w jednej szklance.
Naturalnie, nigdy nie mów „nigdy” – mawiał James Bond i rwał do wanny młode panny.