Kaśka Grochola rulez
Jadę warszawską wukadką niby powieściowa Judyta do Milanówka przeprowadzić wywiad z Katarzyną Grocholą. Pani Kasia obiecała, że wyjdzie po mnie na stację. Kiedy wreszcie docieram pod jej dom, uderza mnie jego ciepły, niepowtarzalny klimat. Kuchnia z babcinym kredensem. Spiżarnia, którą rejestruję kątem wścibskiego oka. Całkiem spora biblioteczka. Dostaję herbatę w komunistycznej szklance ze spodeczkiem. Kaśka Grochola zapala Malborasa. Ma na sobie czerwony sweter. Potrząsa seksownie burzą czarnych loków. Zaczynamy rozmawiać.
Opowiedziała Pani kiedyś taką historię: miała Pani kłopoty z kręgosłupem, ale zabrakło pieniędzy na leczenie. Pewnego dnia ktoś wręczył Pani 50 róż i paczkę. Spodziewała się Pani książki, a w środku było 10 tys. zł na leczenie. Ktoś bezinteresownie podarował Pani szansę na zdrowie.
Ten ktoś podarował mi znacznie więcej. Zarabiałam wówczas 800 zł miesięcznie, z czego 500 zł kosztowała szkoła mojej córki. Dorabiałam sobie czasem 200-300 zł przepisywaniem prac magisterskich na komputerze. A 10 tys. zł to ja nawet nie widziałam wtedy na filmie! Poczułam więc, że przez 10 kolejnych miesięcy będę żyć, będę miała co dać dziecku do jedzenia, zapłacę za szkołę, nakarmię psa i kota. No i miałam wreszcie za co pójść do kręgarza. Oczywiście wiem, kto mi podarował te pieniądze. Próbowałam się odwdzięczyć tej osobie, ale było to niemożliwe. Nie życzyła sobie tego. Usłyszałam od niej, że pomaga się tym, którzy o to proszą. Mówi się, że należy dać człowiekowi wędkę, a nie rybę. Te pieniądze dały mi pewien komfort. Nie musiałam już przepisywać prac magisterskich. Mogłam wreszcie pisać książkę.
Podczas dwugodzinnego wywiadu dowiaduję się, ile ciekawych zawodów przerobiła w życiu. Była cukiernikiem, salową, korektorką. Osiągnęła sukces. Pokonała raka, założyła własne wydawnictwo, ma wspaniałą córkę. Jej książki biją rekordy nakładów. Czy jest szczęśliwa, pytam na zakończenie mojej wizyty.
Dzisiaj jestem, ale nie mam pojęcia, co będzie jutro. ? Odpowiada pisarka.
komentarz: by gagatka 28.06.2009 11:28
Jako osoba zmagająca się z produkcją własnej książki, która zaczyna zalatywać harlekinem, biję się w pierś na znak szacunku. Dla obu stron wywiadu
komentarz: by Achajka 28.06.2009 13:58
Harlekin nie harlekin, pisac trzeba. I, jak mawia moj kolega pisarz, kopnac krytykantow w dupę!