Homo czy sapiens
Wszyscy jesteśmy w dzisiejszych czasach tolerancyjni. Nie chłoszczemy murzynów, nie zabijamy Żydów, wpuszczamy kobiety do parlamentu (niestety) i nie mamy nic przeciwko homoseksualistom, o ile, ktoś nie nazwie cię pedałem. Co by było jednak…
…gdybyś przy całej sympatii dla tęczowych inicjatyw, modnego Bruna (nazwaliśmy już tak naszego pluszowego misia), facetów w różowych sweterkach, a zwłaszcza całujących się z języczkiem młodych kobiet usłyszał/usłyszała kiedyś rano przy płatkach śniadaniowych i kawie z mlekiem, że twoja pociecha jest homo?
To już nie jest kwestia tolerowania lesbijskich sąsiadek czy księdza-geja, ale pogodzenie miłości rodzicielskiej z niedowierzaniem, że wnuków może nie być. Miał być syn, strażak i futbolista, jest piękny wiolonczelista. Miała być osiedlowa księżniczka, przyszła matka-polka i gospodyni domowa, jest zbuntowane zjawisko w okularach i hiphopowych gaciach.
Córkę lesbijkę to i tak jeszcze można przełknąć, bo wizja co ona robi po randce w krzakach może być całkiem urocza, ale syna to już sobie łatwiej wyobrazić w klasztorze niż wykorzystującego oralnie kolegę z klasy…
Jak się wtedy zachowuje nasza tolerancja? Udajemy, że nic się nie stało, że Staszek taki sam dobry na synową jak Marzenka? Wyganiamy zboczeńca z domu krzyżem i święconą wodą? A może faktycznie otwieramy się zrozumienie kochania inaczej jako dokładnie tej samej miłości, tylko w lekko zmienionym wydaniu?
UWAGA! KONKURS jeszcze trwa
komentarz: by chwed 20.08.2009 16:50
„Generalnie rzecz biorąc, ja jestem w jednej dziedzinie za równouprawnieniem, a mianowicie: żeby w małżeństwie było 50% mężczyzn i 50% kobiet. „