23 Września 2009

nie dziś, kochanie, boli mnie głowa…

autor: Asia, dział: Kobiety w biznesie, Obrazki, godz. 18:15

Wymówki, wymóweczki, usprawiedliwienia – bez nich nie da się przejść przez życie.
Paluszek i główka to szkolna wymówka, mawiano w szkole podstawowej. Z czasem paluszek nie wystarcza, a i główka przestaje się sprawdzać. Tytułowy ból głowy opanowało do perfekcji pokolenie naszych babć, względnie prababć (i tu kłania się sławetny ‘globus’ z pewnej sympatycznej szkolnej lektury). Nasze mamy, cóż – żyły w PRLu, prądu wieczorami w domach nie było, więc z braku ciekawszych zajęć… Tak to sobie można dziś tłumaczyć…
Współcześnie mam wrażenie rzadko która dziewczyna narzeka na ból głowy. Albo panowie słyszą wprost: nie chce mi się, albo – z damskich ploteczek wynika, że nie jest to taka znów oryginalna sytuacja – to nasi wspaniali towarzysze migają się od łóżkowych przyjemności.

Ale życie składa się nie tylko z tego o czym najchętniej na blogu piszemy. A przynajmniej: nie tylko. Żeby człowiek mógł w wolnej chwili oddać się różnym słodkim głupstwom, wcześniej musi zapracować sobie na komfort nicnierobienia. I powiadam Wam, wymówki łóżkowe to doprawdy pikuś w porównaniu z tym, co można usłyszeć od współpracownika/ podwykonawcy.

Jako że robię w szeroko rozumianej branży IT podstawowym wytłumaczeniem na wszelakie poślizgi jest padnięcie sprzętu. Wytłumaczenie nadużywane na tyle często, że pierwszą moją reakcją na ‘sorry Asia, nie zrobiłem, padł mi dysk‘ jest szeeeroki, wredny uśmiech pod tytułem ‘tiaaaa, akurat, już to widzę…’. Celuje w tym szczególnie jeden znajomy grafik. Chłopak generalnie talent w łapie ma, layouty ładne trzaska, filmiki i prezentacje robi jeszcze fajniejsze, ale gdyby prawdą było to wszystko, co mówi na temat problemów ze swym sprzętem, byłby dziś złotym klientem wszystkich wrocławskich sklepów z komputerowymi częściami. Oczywiście nauczona doświadczeniem mam tych znajomych grafików kilku, bowiem uzależnianie się od takiego sprzętowego pechowca byłoby działaniem wysoce nierozsądnym.

Inne tłumaczenie, popularne i jesienną porą szczególnie często się trafiające jest manie w domu chorego dziecka. Zapewne profesjonalny profesjonalista nie śmie mieć dziecka, a jeśli już o posiadanie potomka się zatroszczył to dziecię to winno cieszyć się świetnym zdrowiem. Otóż, ciekawostka, dotychczas nie spotkałam się z negatywną reakcją (po żadnej stronie) na tego typu wytłumaczenie. Klient wie, że dziecko w domu powoduje spadek wydajności pracy o kilkadziesiąt procent i nie ma zmiłuj się, należy się cieszyć, że mimo niesprzyjających warunków ktoś tam nam coś robi, mniej więcej na czas.

Natomiast pełne zrozumienie i brak jakichkolwiek pretensji wywołuje jedna sytuacja: konieczność tłumaczenia się przed urzędnikami, ze szczególnym uwzględnieniem skarbówki.

Komentarze »

Brak komentarzy.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>