Kinder machen, kindersztuba, kinder party
Do birmańskiego mnicha przyszedł mężczyzna. Nie wytrzymuję, mówi. W domu pięcioro dzieci, teściowa, żona, szwagier, dwie kuzynki. Co robić? Kup kozę – doradził mnich. Po miesiącu ten sam mężczyzna przychodzi do mnicha i narzeka powtórnie. A teraz sprzedaj kozę, zaproponował mu mnich.
My zamiast kupna kozy proponujemy, przygotuj imprezę dla dziesięciorga szkrabów. Urodzinową np.
Od narodzin Darka zamieniliśmy z mężem ochlejparty na kinder party. Szczerbulek poznaje tam inne szkrabulce, my poznajemy rodziców, zamiast przy koreczkach i Absolucie przy cieście z bitą śmietaną w kształcie smurfa.
Ostatnio odwiedziliśmy Tymoteuszka. Tymoteuszek obchodził roczek, w związku z tym kupiliśmy mu, w ramach marzeń o tym, kim będę, gdy dorosnę, śmieciarkę.
I na tej imprezie poczułam, jak fajnie jest skończyć pedagogikę, piec mężowi bułeczki, potrafić się zająć dziesięciorgiem dzieciaków jednocześnie. Bo taka właśnie jest mama Tymka.
W zabawy z dzieciakami zaangażowała wszystkich. W kółku stawał np. dorosły, a dzieci zaczarowywały go przy pomocy słonych paluszków udających różdżkę w: żabę, kaczkę, konia. I dorosły nie miał wyboru, udawał ropuchę. Szczytem zabawy było, gdy mój mąż, znalazłszy się w kółku, został zaczarowany w skarpetę. Udać skarpetę to wyzwanie, któremu rzadko kto by sprostał, a więc i on poległ.
Moi Drodzy, miejcie dzieciaki! Życie nabiera sensu i koloru! Tak jak moja kanapa, na którą Daruś już niejednokrotnie zwymiotował. A jeszcze nie spłacona!