Metka
Choćby Ci było w nich niewygodnie, choćby i nawet w nich było żle Ci, to je troszeczkę, odrobinkę odmień, ale ich nie wywalaj do śmieci. Będą mówili, żeś jeszcze dziecinna, będą się z Ciebie śmiali, ale ty się z nimi nie licz. Ty bądż taka, jaka jesteś, nie inna. I choćbyś nie mogła sprostać światu, światu, co zmienia się i zmienia, to nic się nie martw, sobą pozostań, i nie wyrastaj z marzenia…
Z marzenia o markowych ciuchach, rzecz jasna. Bo mówiąc metka nie mam na myśli wielkopolskiej odmiany martadeli, ale raczej naszywkę na ciuchu, co to zara (Zara?) winduje jego cenę z koszmarnie drogiego na niemożliwy do kupienia.
Podobno z tego się wyrasta, podobno to się z czasem zmienia. Ja nie wyrosłam. Uwielbiam, kocham, szaleję za markowymi szmatami (choć w wydawaniu na szmaty bryluje raczej pleć męska). Oddałabym za nie nerke i pół wątroby.
Z tym, że nie muszą być nowe. Uwielbiam lumpeksy. Ale, ostatnio, mili Państwo, odkryłam w Warszawie, przy rondzie Wiatraczna, za sprawą mojej serdecznej koleżanki, magiczny sklep ze starymi ciuchami o nazwie Garderoba Artystyczna.
Można tam wstawić w komis ciuchy, których się juz nie nosi. Można kupić za niewielką sumę ciuch po atrakcyjnej pani, która notuje resztki świetności, powiem smutno.
Buty, szaliki, torebki, szał ciał.
Męśkie, żeńskie i dziecinne.
Najważniejsze – marek z górnej półki.
Polecam:
komentarz: by Pinnacle 30.10.2009 11:20
Pierwszy raz słyszę o komisie z ciuchami…
Wszystkim fankom Zary polecam poszperanie w szafie.pl (strony odkrytej dzięki mojej kochanej siostrze, która wymienia się tam metkami). A jak nie, to pozostaje ciągle tradycyjny Defekt.