Pół pupy facetowi
Facetowi, jak mawia moja mama, należy pokazywać pół pupy (napisałabym dosadniej, ale wiem, że się obrazicie), a nie całą. Ostatnio zrozumiałam, co to znaczy.
Przychodzi mój Pan Mąż do domu i pyta belferskim tonem: O której była kupa, jadł Darek Gerberka czy nie jadł (oto jest pytanie), był na spacerze? A ile minut? Pił soczek? Dlaczego obiad tylko jednodaniowy? Dziś nie będzie oficjalnej pochwały.
I wtedy przypomina mi się matczyna rada. Oszukuj. Pokazuj pół pupy facetowi, nigdy całą, jeśli chcesz mieś spokój w domu. Nie byłaś u fryzjera. Bluzka ma 10 lat. Jadł Gerberka. Na spacerze był trzy godziny. Obiad nie jest z mrożonki. Pierogi lepiłam sama, godzinę (dobrze, że Pan Mąż niezbyt biegły w dodawaniu, bo jakby tak zsumował ten czas, wyszłoby, że pracuję 26 h na dobę.
Ale moja mama to niestety uczennica starej szkoły, twierdzi, że facet powinien mieć dobrze. Że jeść powinien mięso i tyć (bo każdy ptaszek powinien mieć daszek). Koszulę musi mieć wyprasowaną, bo to wizytówka nie jego, tylko żony.
Alez to myslenie zupełnie nie nadzisiejsze czasy…
Czy na to kończyłam cztery kierunki, dwie habilitacje i jedna rehabilitację, aby strugać, powiem po wielkopolsku, pyrki?
To po co szłaś na studia? Zapytałby Pan Mąż.
Żeby złapać męża, brzmi rezolutna odpowiedż.
komentarz: by Ziuta 26.10.2009 20:24
Achajko,piszesz chyba o jakims dinozaurze.Emerytki,maja lepsze poglady i lepiej klamia.
komentarz: by gagatka 27.10.2009 10:15
Tez się gdzieś w tym plączę…znaczy ile pokazywać by nie być zrzędą ale też nie zrobić z siebie męczennicy, bo on może przecież nie wiedzieć, że ja potrzebuję podkładu bardziej niż on nowej ściereczki do obiektywu. Ale pokazuję chyba znacznie więcej niż pół – ot, taki wrodzony ekshibicjonizm