Edukacja seksualna… Where are you?
Wspominaliśmy niedawno z lubym doświadczenia z seksualnej edukacji z czasów szkolnych. Oczywiście, przy Czechach słynących z ateizmu i talentu pornograficznego, moje opowieści wypadły blado i bogobojnie.
Bo u nas były w liceum lekcje biologii, na których pani skupiała się na analizie cyklu płodowego i każdy kolega mógł sobie pożartować pytaniem czy masz dzisiaj dzień mokry. Sama myśl o nastoletnich chłopcach uczących się o konsystencji śluzu kobiety w aspekcie kontroli urodzeń do dziś wydaje mi się niesmaczna.
Wcześniej jeszcze mieliśmy katechetkę, która lekcjach religii przekazała nam podstawowe przykazania kalendarzyka małżeńskiego oraz prawdę o grzechu głównym zainstalowania sobie spirali, narzędzia Szatana i kolca w oko wbitego Panu Bogu. Sama miała czwórkę dzieci, wszystkie ponoć precyzyjnie zaplanowane, bez żadnej Tfu-antykoncepcji i nawet jej wierzę, bo na pierwszy rzut oka seks w życiu uprawiała ok. czterech razów.
W Czechach mój luby miał od siódmej klasy szkoły podstawowej wychowanie seksualne, kontynuowane w liceum i, słowo Zawiszy, wcale mu to nie zaszkodziło, nie jest dziwkarzem i nikogo nie pykał pod szkołą w wieku lat 13-stu co się katolickiej młodzieży polskiej zdarza. Zamiast pani katechetki pogadanki prowadziła im Pani Doktor przypominająca Monikę Belluci, tak że się luby do dzisiaj wzrusza na lata chłopięce.
I jakby tego mało, tam całe pokolenia bez mszy wyrastają, ale za to w przekonaniu, że seksu można przed małżeństwem spróbować, by zaoszczędzić sobie rozczarowań, i z prezerwatywą, by dzieci mieć dopiero po dwudziestce… Hmm… jak bozia przykazała?
komentarz: by Ziuta 23.11.2009 21:44
Moja ulubiona Gagatko,bardzo trafne i cenne uwagi.W Polsce dzieci robi sie ,po Bozemu,jedyny srodek antykopcepcyjny,to termometr.Jak urodzisz dziecko,to w nagrode dostajesz 1000,00 zeta.To naprawde wielka zacheta,nic tylko sie rozmnazac.
komentarz: by ama 27.11.2009 20:26
oł, ale to za mało aby wyjechać na tydzień w tropiki