Cmentarz Zapomnianych Książek
Poziom czytelnictwa spada, Kochani. To fakt powszechnie znany i nikogo już nie wzrusza. Nikogo? A może jednak nie?
Od 30 listopada w Warszawie, w budynku Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego otwarte zostało Cmentarzysko Zapomnianych Książek. Cmentarzysko to nietypowy antykwariat, gdzie nie kupuje się książek, ale można je przygarnąć. Pan Waldemar Szatanek wpadł na iście szatański plan. Postanowił książkom znaleźć nowe domy. Warszawscy antykwariusze alarmują bowiem, że już niedługo kilkadziesiąt tysięcy książek trafi na śmietnik, a wraz z nimi zginą ich autorzy. Problem z książkami, z którymi nie wiadomo co zrobić, nasilił się w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Nie chcą ich biblioteki, nie sprzedają się w antykwariatach. Na makulaturę nikt nie ma serca ich oddać. Na Cmentarzysku nie płaci się za książki, a jedynie za wstęp na jego teren (30 zł). Każdy otrzymuje przy wejściu ogromną torbę, dzięki której może wynieść i uratować tyle książek, ile tylko się w niej zmieści. Jeśli ktoś myśli, że nie da rady sam wybrać odpowiedniej lektury, może przyprowadzić ze sobą rodzinę, znajomych (ich wejściówki będą za jedyne 5 zł). Warunek wówczas jest następujący – książki zbiera się do jednej torby.
komentarz: by Wiki 11.12.2009 08:09
Bardzo mi się ten pomysł podoba. Achajko, śledź losy Cmentarzyska i daj znać za jakiś czas, czy biznes ma rację bytu. I tak niestety wszystko zależeć będzie od tego, czy znajdą się amatorzy książek. Może w moim regione warto będzie kogoś namówić na takie przedsięwzięcie?
komentarz: by mahadewi 11.12.2009 10:22
tez wole (cokolwiek, nie tylko ksiazki) komus dac niz wyrzucic.
fajny pomysl z tym cmentarzyskiem.
komentarz: by rudowlosa.blog.pl 13.12.2009 22:45
jaka szkoda, że nie jestem z warszawy…
komentarz: by General 19.12.2009 22:55
Mnie sie ten pomysl bardzo podoba,super.
komentarz: by mania_z_Lifestyle'a 12.02.2010 12:35
Co do spadku czytelnictwa: trochę się nie zgodzę. W takich badaniach zazwyczaj bierze się pod uwagę beletrystykę, a całkowicie pomija literaturę fachową, której ja np. ostatnio więcej „wciągam” niż pięknych, fabularnych książek. To takie małe sprostowanie.