Jesenik shopping
Nie tylko Gagata miewa czeskie konotacje. Mój ślubny urodzony pod granicą z Pepiczkami, wyruszamy na święta w rodzinne strony, a w wolnej chwili udajemy się do Czech na mały shopping.
Ech, gdzie się podziały… dawne czasy. Dawne czasy, kiedy to jeździło się do Czech po tańszy alkohol, ba, gro przygranicznej ludności zarabiało jako tzw. mrówki, przenosząc alkohol przez granicę po kilka razy dziennie. Kupowało się kultową czekoladę Studencką, musztardę, bo inna niż w Polsce, tatarską omaćkę do smażonego syra i knedliki.
Niestety, nastąpiła unifikacja. Towary te same, co w Polsce i w podobnych cenach. Alkoholu od czasu obniżenia w Polsce akcyzy już się nie opłaca. Szukamy studenckiej, wreszcie znajdujemy w Lidlu, w którym kropka w kropkę to samo co u nas. Posiadam Lidl pod domem, to wiem.
Po co więc kochane zakupoholiczki do Czech? I nie mówię tu o zwiedzaniu Pragi, rzecz jasna. Po co na czeską wiochę? A po to, aby się najeść smażonego syra, kupić zakazany w Polsce Absynt, przywieźć dzieciakom koszulki z Krecikiem lub Sąsiadami. Czy ktoś jeszcze pamięta te kultowe czeskie dobranocki?
Gagata, dodaj proszę, co jeszcze można kupić w Czechach.
komentarz: by Zbigniew Czernik 04.01.2010 03:58
Maryśkę można kupić…
komentarz: by gagatka 04.01.2010 10:51
No oni mi zawsze mówią, że jeżdżą do Polszczy po kiełbasę i serki i kurtki. A ja osobiście to polecam naprzywozić czeskiego winka (za 12 zeta można kupić jakość francuską), śliwowicę (50%, pali w gardziołko aż przyjemnie) oraz sprzęt sportowy – tani, dobry i w ilościach hurtowych.