Taki prawie limeryk
Pewien Lesio z miasta, co Nysa się zwie
od alkoholu nie stronił, o nie
a gdy juz dobrze sie napierdolił
to z panienkami sobie swawolił.
Myslicie – alkohol z seksem się mija…
Ba, on alkoholem wiagrę popijał.
Ten Lesław z miasta, co Nysa się zwie.
Taki oto rubaszny limeryk napisałam na nasze pierwsze Walentynki, dwanaście lat temu. Przez te dwanaście lat większość naszych znajomych już sie rozwiodła, a my nadal trwamy na placu boju odporni na wszelkie burze. Jak to się robi? Nie pytajcie. Często zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym na pewnym proseminarium z sf i horroru nie podeszła do nieśmiałego, ale jak wynikało z zajęć, bardzo oczytanego chłopaka.
Kto stałby u mojego boku?
Czy byłabym mniej szczęśliwa?
Czy miałabym juz dzieci?
Miłość, Moi Drodzy, to pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci sie trafi. ..
komentarz: by mania_z_Lifestyle'a 30.01.2010 19:49
Hm… a jednak polonistyczne (zakładam, żeś po filologii polskiej, Achajko, bo ja miałam podobnej tematyki zajęcia u siebie, właśnie na „polonie”) studia coś (kogoś) dają.
komentarz: by Achajka 30.01.2010 20:03
Coś jakbyś rację miała, Moja Miła…