Koherentnie
Koherentnie, Moi Mili, znaczy się spójnie. I nie mylić z kochaniem.
Miałam kiedyś kolegę (czas przeszły dokonany), który każde zdanie formułował tak: hipostaza ascezy doprowadziła do konsolacji afirmacji prakseologicznie. Nawet tak go przezywalam w myślach. Miał gość bogate słownictwo. Z takim wymyślnym nazwijmy to zasobem słów spotkałam się np. w Dyktandach Stanisława Lema, po których postanowiłam, zgodnie z twierdzeniem Cypriana Kamila Norwida, ubogacać swoje słownictwo. No bo granice naszego języka to granice naszych myśli. Wzięłam więc słownik wyrazów obcych i… zaczęłam kuć na pamięć (miałam wówczas niewiele lat…). I tak zaczęłam tworzyć zdania:
Monofag o abdomenicznym oddechu wzbudził abominację w monofobie.
Słowo, Moi Mili, to ostra broń. Pozwala nam odbić wszelkie przejawy nienawiści. W sposób subtelny pozwala zbudować nam skorupę, dzięki której nikt nas nie dotknie. I wtedy nie mówimy już o tym, co nas boli otwarcie. Budujemy ścianę wokół siebie, co jak śpiewa Stanisław Sojka, jest marną sztuką.
I znów szukamy wrażliwego dotyku, czułego słowa.
Bo czasem one wystarczą. Czasem tylko tego pragniemy, tylko tego szukamy.