Jajko czy kura, czyli dlaczego kobiety…
się stroją, pindrzą i okaleczają. Rozmawiamy z lubym nad obiadem…
Bo wyczytałam, że kiedyś dla urody Hiszpanki żarły glinę, bo biała skóra była trendy, a dawała ją tylko przewlekła anemia po takiej diecie. Bo golimy sobie pół głowy, szpikujemy się silikonem i własnym tłuszczem, wybielamy włosy, wyrywamy brwi… Skąd to się wzięło? Kto wymyślił, że to ładne?
Że za upodobaniem do miksu: duże cycki, szczupła talia, pupa jak szafa stoi natura, to wierzę. Hormony, płodność, przedłużenie gatunku. W porządku, rozgrzeszam. Ale hula-hop w uszach, spalona na irokeza gęba i małe stópki?
Ja oczywiście, w duchu feministycznym i szowinistycznych świń, mówię lubemu, że to ich wina, bo zamiast lubić to, co mają, znaczy blondynki w Szwecji, małe piersi na chudzinkach, owłosione białe nogi i trochę zdrowego tłuszczyku na brzuchu, każą nam być Murzynkami w rozmiarze 34 z miseczką F, gładkimi, zawsze młodymi i nie zachodzącymi w ciążę.
A on mi na to, że to bzdura i że my to same wymyślamy, i potem wszystkie to noszą, a oni się po prostu dostosowują, bo lubią kobiety. Że to niby my same z siebie, dla siebie, ten botoks, piercing, hennę na rzęsy, gorsety co dusiły i stringi co włażą w tyłek. Taki wyścig debilek, która będzie najnowocześniejsza. Wow.
Komentarz: autor Jajcuś 04.02.2010 09:34
No i mądrze Twój Luby gada…
Trochę racji na pewno w tym jest.