18 Kwietnia 2010

Nawet pralka po czesku gada

autor: Achajka, dział: Być albo nie być... MAMĄ, godz. 09:55

Był czas, że nie miałam pralki. Mieszkałam wtedy w piwnicy ładnie zwanej przyziemiem. Prałam wszystko w rękach aż do zdarcia skóry od ostrych detergentów. Potem Ojczym przywiózł mi Franię, która miała jednakoż ten mankament, że, włączona, wywalała korki w całym bloku. (Nota bene podobno machina ta świetnie się nadaje do sporządzania ponczu).

Potem, za pierwszą trzynastkę w szkole, kupiłam najtańszą pralkę i poczułam, co znaczy życie w luksusie. I że jestem tego warta.

Niestety, złosliwość rzeczy martwych polega między innymi na tym, że jak się psują, to wszystkie jednocześnie. Więc najpierw popsuł nam się czajnik, potem żelazko, potem telewizor… A co bez telewizora robić? Chyba tylko dzieci. A że jednego diabła juz mamy, kupiliśmy nowy. Wreszcie przyszla kolej na pralkę starowinkę.

Jak szaleć, to szaleć!!! Porównalam ceny w róznych porównywarkach i wreszcie wybrałam. Pralko-suszarkę.

No bo to jest tak. Zmywarki ludzie juz w Polsce mają, w większych miastach, gdzie kasy więcej i czasu mniej, to dość popularny sprzęt. Ale w domach moich przyjaciół suszarki nie występują.

Ciekawa więc byłam, co to za machina.

Przywieźli. Pan Mąż z sąsiadem wzięli się za instalację. Sąsiad, wyższa instancja, inżynier. Pan Mąż humanista, i nie powiem nic więcej…

Gadali, instalowali, piwo pili, lulki palili.

Jest. Stoi. (Na stacji lokomotywa).

I ty sobie Achajka weź instrukcję obsługi – mówi mi sąsiad – i nastaw na co chcesz. Jejku, instrukcja obslugi to tekst straszny, pełen wszelkiego typu błędów, na których, czytając, głównie się skupiam i nie łapię już treści ni hu hu…

Pralka ma wypasiony wyświetlacz, działa na dotyk. A co! Na dzień dobry trzeba wybrać język obsługi. Cóż, wskakuje mi czeski. ratujcie – mówię do moich chłopaków, które już po piątym piwie.

Naucz się gadać po czesku! Hi, hi, hi… – odpowiadają mi ci złośliwcy. Gagatka ci pomoże…

Prosiaki… Obrażam się, a oni litują się ostatecznie i pomagaja nauczyc pralkę polskiego.

Nastawiam pranie z suszeniem. I, Miłe Moje, genialne. Choć trwa sześć godzin, ciuchy wyciągam czyste, suche i tylko umiarkowanie pogniecione. Nie trzeba rozwieszać, mokre gacie chaty nie szpecą, i szybko można dostać ciuchy do ładu.

Mankament – gabaryty machiny, Daruś mógłby urzadzić w niej sobie sekretny buduarek… No ale w planach rozmnażanie, a więc dziewięć kilo wsadu będzie jak znalazł :) ))

7 komentarzy »

  1. komentarz: by Wamp 18.04.2010 10:50  

    Achajko, skoro już taka wyedukowana jesteś w zakresie pralek, to podpowiedz, czy są takie dla jednoosobowej rodziny, coby nie musiała cały miesiąc brudnej garderoby magazynować?

  2. komentarz: by Achajka 18.04.2010 10:52  

    Tak, wszystkie, które mają mały wsad, tzn. cztery kg. Sa nawet takie malutkie, które możesz postawić na blacie kuchennym. Ergonomiczne i ekonomiczne. Pozdrówki :)

  3. komentarz: by Ziuta 18.04.2010 10:54  

    Achajko,9 kg wsadu mozesz oglosic,ze swiadczysz uslugi pralnicze .Chetnie skorzystam.

  4. komentarz: by Achajka 18.04.2010 10:56  

    Zapraszam!

  5. komentarz: by Agraffka 18.04.2010 12:39  

    Poncz we Frani? Achajko, gdzie mogę znaleźć więcej informacji na ten temat ? ;) Wiesz, jakiś przepis, recepta…

  6. komentarz: by Wamp 18.04.2010 14:39  

    Dziękuje i pozdrawiam

  7. komentarz: by Achajka 18.04.2010 14:51  

    Jej, moja pralka gada nie tylko po czesku. Mówi w piętnastu językach, a więc o czternaście więcej, niż ja (a może nawet pietnaście). Boję się, że będę musiała wezwać tłumacza. Ale, wzorem Gagatki, mam nadzieję, że nie będzie to tłumacz przysięgły…

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>