Nawet pralka po czesku gada
Był czas, że nie miałam pralki. Mieszkałam wtedy w piwnicy ładnie zwanej przyziemiem. Prałam wszystko w rękach aż do zdarcia skóry od ostrych detergentów. Potem Ojczym przywiózł mi Franię, która miała jednakoż ten mankament, że, włączona, wywalała korki w całym bloku. (Nota bene podobno machina ta świetnie się nadaje do sporządzania ponczu).
Potem, za pierwszą trzynastkę w szkole, kupiłam najtańszą pralkę i poczułam, co znaczy życie w luksusie. I że jestem tego warta.
Niestety, złosliwość rzeczy martwych polega między innymi na tym, że jak się psują, to wszystkie jednocześnie. Więc najpierw popsuł nam się czajnik, potem żelazko, potem telewizor… A co bez telewizora robić? Chyba tylko dzieci. A że jednego diabła juz mamy, kupiliśmy nowy. Wreszcie przyszla kolej na pralkę starowinkę.
Jak szaleć, to szaleć!!! Porównalam ceny w róznych porównywarkach i wreszcie wybrałam. Pralko-suszarkę.
No bo to jest tak. Zmywarki ludzie juz w Polsce mają, w większych miastach, gdzie kasy więcej i czasu mniej, to dość popularny sprzęt. Ale w domach moich przyjaciół suszarki nie występują.
Ciekawa więc byłam, co to za machina.
Przywieźli. Pan Mąż z sąsiadem wzięli się za instalację. Sąsiad, wyższa instancja, inżynier. Pan Mąż humanista, i nie powiem nic więcej…
Gadali, instalowali, piwo pili, lulki palili.
Jest. Stoi. (Na stacji lokomotywa).
I ty sobie Achajka weź instrukcję obsługi – mówi mi sąsiad – i nastaw na co chcesz. Jejku, instrukcja obslugi to tekst straszny, pełen wszelkiego typu błędów, na których, czytając, głównie się skupiam i nie łapię już treści ni hu hu…
Pralka ma wypasiony wyświetlacz, działa na dotyk. A co! Na dzień dobry trzeba wybrać język obsługi. Cóż, wskakuje mi czeski. ratujcie – mówię do moich chłopaków, które już po piątym piwie.
Naucz się gadać po czesku! Hi, hi, hi… – odpowiadają mi ci złośliwcy. Gagatka ci pomoże…
Prosiaki… Obrażam się, a oni litują się ostatecznie i pomagaja nauczyc pralkę polskiego.
Nastawiam pranie z suszeniem. I, Miłe Moje, genialne. Choć trwa sześć godzin, ciuchy wyciągam czyste, suche i tylko umiarkowanie pogniecione. Nie trzeba rozwieszać, mokre gacie chaty nie szpecą, i szybko można dostać ciuchy do ładu.
Mankament – gabaryty machiny, Daruś mógłby urzadzić w niej sobie sekretny buduarek… No ale w planach rozmnażanie, a więc dziewięć kilo wsadu będzie jak znalazł
))
komentarz: by Wamp 18.04.2010 10:50
Achajko, skoro już taka wyedukowana jesteś w zakresie pralek, to podpowiedz, czy są takie dla jednoosobowej rodziny, coby nie musiała cały miesiąc brudnej garderoby magazynować?
komentarz: by Achajka 18.04.2010 10:52
Tak, wszystkie, które mają mały wsad, tzn. cztery kg. Sa nawet takie malutkie, które możesz postawić na blacie kuchennym. Ergonomiczne i ekonomiczne. Pozdrówki
komentarz: by Ziuta 18.04.2010 10:54
Achajko,9 kg wsadu mozesz oglosic,ze swiadczysz uslugi pralnicze .Chetnie skorzystam.
komentarz: by Achajka 18.04.2010 10:56
Zapraszam!
komentarz: by Agraffka 18.04.2010 12:39
Poncz we Frani? Achajko, gdzie mogę znaleźć więcej informacji na ten temat ?
Wiesz, jakiś przepis, recepta…
komentarz: by Wamp 18.04.2010 14:39
Dziękuje i pozdrawiam
komentarz: by Achajka 18.04.2010 14:51
Jej, moja pralka gada nie tylko po czesku. Mówi w piętnastu językach, a więc o czternaście więcej, niż ja (a może nawet pietnaście). Boję się, że będę musiała wezwać tłumacza. Ale, wzorem Gagatki, mam nadzieję, że nie będzie to tłumacz przysięgły…