12 Maja 2010

KONKURS O BAMBUSA

autor: gagatka, dział: Konkursy, godz. 09:09

U nas konkurs, konkursem pogania…
Czy ktoś widział kiedyś skarpetki z bambusa? Ha, u nas można wygrać wraz z atrakcyjnymi bonami na bieliznę, najlepszą bo z e-lady :)

Cała rzecz rozbija się właśnie o te skarpetki. Bowiem szczytna idea, że każda para ma swoją lewą i prawą połowę rozbija się w marny pył dzięki wynalazkowi pralki automatycznej. Każdy z nas jest zwykle fetyszystą i ma ulubiony rodzaj i kolor skarpetek, podkolanówek, stopek i nawet nie chcę wiedzieć więcej.

Tymczasem, po wrzuceniu ich do wspólnego bębna na wyjściu mamy mieszaninę bezpańskich bezparowców, które po trzydziestym praniu zwykle noszone są na zasadzie lewa granatowa, prawa czarna, bo partnerzy zaginęli. Powstaje więc pytanie – jak nie rozbijać rodzin i zapewniać trwałość skarpetkowych relacji? Proszę pisać poniżej, a my najbardziej kreatywne rozwiązania nagrodzimy!

Do wygrania, oprócz bonów za 50 złotych na zakup bielizny e-lady również 10 par skarpetek bambusowych, które są ni mniej, ni więcej, tylko idealne: bez szwów, miłe i komfortowe, ekologiczne, antybakteryjne, zapobiegające poceniu, przewiewne, wchłaniające wilgoć, eleganckie – aż szkoda jedną taką ożenić z jakąś bawełnianą plebejką.

Konkurs trwa do 25 maja.
Regulamin tutaj.

49 komentarzy »

  1. komentarz: by Asia 12.05.2010 09:44  

    skuteczny sposób na popraniowe trwałe parowanie skarpetek wart jest Nobla. To tak na marginesie :D

  2. komentarz: by Justyna 12.05.2010 10:08  

    Ja osobiście by nie rozbijać skaretkowych partnerów męża znaczę je od wewnętrznej strony.Na przykład od środka robię petęlkę koloru zielonego w obu skarpetkach.Poza tym staram sie nie kupować skarpet w tym samym kolorze lub czasami zwijam obie w jedną kulkę

  3. komentarz: by Ika 12.05.2010 11:05  

    Jakiś czas temu się napalałam na coś takiego:
    http://pomyslynazakupy.pl/spinki-do-skarpet/2006/04/22/
    Ale jeszcze nie kupiłam…
    Samo znaczenie nie pomaga niestety. Skarpetki tracą swoje pary w niewyjaśnionych okolicznościach. Po prostu pralka je zjada, tak samo jak zmywarka pożera widelce ;-)

  4. komentarz: by Ika 12.05.2010 11:07  

    O! To jeszcze wymiata :-D
    http://www.eurooring.pl/

  5. komentarz: by primavera 12.05.2010 13:40  

    Ja mam dość prosty i nawet skuteczny, babciny sposób. Otóż pary skarpet ( może być kilka par ) pakuję do poszewki na „jasiek” / ” małą poduszkę”, zapinam, pakuję w pralkę i voila! Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żebym włożyła do poszewki 10 skarpet ( tj. 5 par ) a po wypraniu wyciągnęła mniej :)

  6. komentarz: by Ewa 12.05.2010 21:33  

    Już samo utrzymanie wszystkich skarpetek w zestawach po dwie, pochłania masę pracy, uwagi i stresu.A gdybyśmy tak zaczęli się bawić skarpetkami nie do pary i traktowali je jako świetnego dodatku, a nie zwykłej konieczności? taki swoistego rodzaju wyraz buntu przeciwko dyktatowi jednolitych par. Zamiast tego dużo skarpet w żywych, energetycznych kolorach, w podobne wzory ,aby miały jakiś wspólny mianownik. I później wybieranie na chybił trafił… zero stresu i kłótni w domu z cyklu gdzieś u licha zgubił(a) moją skarpetkę urastających do rangi III wojny światowej i potrafiących zmienić kochające się osoby w kipiące ze złości zwierzęta.. za to humor w pracy, w ciągu dnia zagwarantowany zarówno nam, jak i naszym znajomym:) Dość szarego, nie wyróżniającego się z tłumu, zachowawczego wizerunku. Pokażmy, że bawimy się modą, kolorami i mamy dystans do samych siebie:)

  7. komentarz: by Tomek 12.05.2010 22:28  

    Moja pralka nie ma imienia, ponieważ zło jest bezimienne. Kiedyś chciała mi zjesc reke. Zapewne przez to, ze zabralem jej skarpetki, ktore wyplula. Usiłowałem ją utopic, przez wlanie do niej wody, ale nie wyszlo. Chciałem tez ją udusić przez wsypanie do niej jakiegos proszku, ale tak się wzburzyła, że dostała piany. Notorycznie zjada mi skarpetki, najwidoczniej za słabo ją karmię.Powiedziałem w końcu DOŚĆ! Wyrzuciłem stare zróżnicowane społeczeństwo skarpeciane i wprowadziłem nowe na jego miejsce. Kupiłem 15 par identycznych smoliście czarnych skarpet. Dziura? bez sentymentu wylatywała od razu do kosza i zastępowała ją druga, identyczna. Wszystkie biseksualne, mogą być lewymi i prawymi.Pasują do wszystkiego i każda do każdej. Odtąd nie ma już starych panien, dziurawych wyrzutków bez przyszłości w
    szufladzie a jedynie idealnie dopasowane towarzystwo wzajemnej adoracji. Najprostsze rozwiązania są czasem najlepsze;)

  8. komentarz: by fanta 12.05.2010 22:57  

    Nie posiadam pralki i jej mieć nie będę, bo to za przeproszeniem bydle kradnie! trę swoje skarpetki kostkami, szorując uprzednio miejsca najbardziej zabrudzone szarym mydłem -Jeleń. Tak trzeba i warto żyć. Bo czymże jest nawet najpiękniejszy dzień, kiedy Cię wkur… sprzęt AGD…

  9. komentarz: by Lula 13.05.2010 09:48  

    Jak już wszyscy chyba wiecie
    rodziny skarpet są najmniej trwałe na świecie,
    Ale ja im żadnych rozwodów nie daje.
    Mam sposób
    i w pralce skarpety pilnują się same…..
    no może, sa tam mali pomagacze
    nazywają się spinacze. ;)

  10. komentarz: by Ika 13.05.2010 11:12  

    Pomysł żeby kupować kilka par identycznych czarnych skarpet jest niezły… ale moja pralka jest o tyle złośliwa, że potem te skarpety mam… w różnych odcieniach szarości i na parowanie są marne szanse ;-)

  11. komentarz: by fifidorea 19.05.2010 11:11  

    moje skarpetki mają rock’and’rollową duszę, poza tym jako prawdziwe buntowniczki lubią się czasem podrasować biżuterią – dlatego pozwalam je sobie spinać do prania agrafkami. Nigdy się nie gubią, a wyglądają jak po piercingu!

  12. komentarz: by merus 19.05.2010 11:55  

    Parowanie skarpet od dłuższego czasu nie jest dla mnie problemem, bo znalazłam cudowny wynalazek, który pomaga mi prać , suszyć i utrzymywać w idealnym porządku skarpetkowe pary: http://pomyslynazakupy.pl/spinki-do-skarpet/2006/04/22/. Spinki kupiłam jakiś czas temu i do dzisiaj służą mi bez zarzutu, są miłe dla oka, kolorowe (moja córka je uwielbia), a do tego niezwykle pożyteczne. Zagubionym, źle dobranym i samotnym skarpetkom mówimy NIE!

  13. komentarz: by merus 19.05.2010 11:57  

    Znalazłam inną odmianę tego cuda na allegro, mimo , że urodą odbiegają troszkę to myślę , że warto je mieć: http://www.allegro.pl/item1022445402_hit_spinki_eva_navi_musisz_to_miec_dla_skarpety.html

  14. komentarz: by MYCHA69 19.05.2010 12:15  

    Ja po prostu mówię mężowi,że brakującą skarpetę zabrały mu jego wielbicielki-on tylko się uśmiecha,bo nie warto zawracać sobie głowy takimi drobiazgami.ŻYCIE JEST ZBYT KRÓTKIE!!

  15. komentarz: by monika 19.05.2010 12:41  

    skarpetki przed każdym praniem związuję w górnej części dzięki czemu i po praniu pasują do siebie idealnie :) a i odpierają się jak należy,bo części narażone na zabrudzenia nie są związane

  16. komentarz: by bit1 19.05.2010 14:06  

    Mój sposób od lat się sprawdza, a polega na tym że mam wszystkie skarpetki identyczne, dlatego każda lewa pasuje do każdej prawej. Jeśli jakaś się zgubi to nawet tego nie zauważam, nie muszę również myśleć jakie mam ubrać ponieważ nie ma różnicy. No rozwiązanie ma same plusy:)
    Dla bardziej wybrednych można zastosować tylko 2 rodzaje w dużej ilości lub wersje lato/zima wtedy ten system również zdaje egzamin

  17. komentarz: by onlyme30 19.05.2010 14:10  

    Niedawno ubrałam 2 skarpetki – niebieskie, tyle, że nie od pary! A gdzie te pary ja się pytam? Przed praniem były, po praniu się zgubiły? I jak tu chodzić w 2 dwóch różnych skarpetach, kiedy ja elegancka kobieta!? Więc wsadzam jedną do drugiej i w kłębek zwijam, potem do bębna takie kule pakuję – a po praniu je rozpakowuję. I kiedy mam swoją parkę – od razu lepiej się czuję:)

  18. komentarz: by sniper1 19.05.2010 14:19  

    Każda para moich skarpetek jest inna / inny wzór/, gdy kolory blakną zwyczajnie kupuję kolejną parę a stare wyrzucam. Podstawa to DOBRA ORGANIZACJA PRANIA a nie wynalazki z allegro.

  19. komentarz: by helas 19.05.2010 14:37  

    Po pierwsze – aby zapobiec ujawnieniu się awersji skarpetek do monogamii należy zakupować kilka par jednakowych na raz . Wtedy po każdym praniu skarpetki zmieniają parę. Rozwiązuje to również w pewnym stopniu problem, co zrobić z dobrą skarpetką, gdy jej „para” się popsuje. Co prawda nie jest to metoda doskonała, ponieważ nawet wtedy skarpetki mogą zechcieć odejść do krainy, do której odchodzą skarpetki:)

  20. komentarz: by Minia 19.05.2010 14:45  

    Mój pomysł to nie miec jednakowych skarpetek. każda para powinna być inna wtedy bez problemu mozna je posegregować.

  21. komentarz: by tryfenka 19.05.2010 14:57  

    Ze swoimi skarpetkami nie mam problemu – każda para jest inna, nie kupuję nigdy takich samych i łatwo po praniu łączę je w pary. Natomiast mąż ma kilka identycznych lub podobnych i poszukiwanie takich samych traktuję jak zabawę. Naprawdę! Bardzo lubię wszelkiego rodzaju łamigłówki, więc „parowanie” skarpetek jest dla mnie radosnym rozwiązywaniem zagadki :-) Skarpetki męża wrzucam do prania „jak leci”, przy wieszaniu do suszenia wstępnie „paruję”, a gdy wyschną – „bawię się” w łączenie ich w pary. Doszłam do takiej wprawy, że idzie mi to błyskawicznie, a jaką mam satysfakcję, gdy wszystkie pomyślnie skompletuję :)

  22. komentarz: by Gato 19.05.2010 15:15  

    Aby utrzymać w ryzach nasze niesforne skarpetki podczas prania należy zapakować je do nylonowej siateczki (takiej w której czasem pakujemy włoszczyznę lub czosnek). Następnie siateczkę zawiązujemy i wkładamy do pralki. I oto w taki sposób wszystkie skarpetki są w jednym miejscu i nie trzeba ich szukać po całym bębnie i zastanawiać się czy gdzieś się nie zawinęły w poszwę itp. Dodatkowo jeśli wszystkie nasze skarpetki są w tym samym fasonie i kolorze a nawet jeśli każda para jest inna to po takim praniu w siateczce połaczenie ich w pary to już pikuś :)

  23. komentarz: by Gato 19.05.2010 15:25  

    … no tak jak się człowiek spieszy to zawsze coś przekręci oczywiście …. nie my pakujemy ten czosnek ale on jest zapakowany w tą siateczkę, często taki zasiatkowy czosnek można spotkać w supermarkecie..

  24. komentarz: by marcellka 19.05.2010 15:29  

    Od niedawna mieszkam z moim ukochanym,od tego momentu podniósł się mój stopień agresji wobec niego:) Ranek spędzam na tym,aby pozbierać jego rozrzucone rzeczy i złożyć je „do kupy”,kiedy znajdę 2 skarpetki,leżące zupełnie w innych miejscach jestem z siebie naprawdę dumna:) Od wczoraj stosuję sposób: Nie ma posprzątanych ciuchów i skarpetek nie ma sexu. Chyba działa,bo dzisiaj rzeczy były pięknie ułożone:)

  25. komentarz: by aspoleczna 19.05.2010 16:31  

    Moje skarpetki to wyjątkowe indywidualistki. A jakie porządne! Mają takie zamiłowanie do sprzątania, że odmawiają noszenia na sobie pantofli, bo twierdzą, iż inaczej nie mogłyby wyczyścić podłogi. Już od dawna ich na siłę nie paruję, bo widzę, że w tym związku lewa wyjątkowo próbuje dominować nad prawą; kiedyś niechcący podglądnęłam jak pocierała tą drugą i wyrabiała jej na złość dziurę.Lewa także ochoczo wędruje do pralki, (chyba jej w głowie zawróciła) i ma wyjątkowe skłonności do pozostawania w bębnie. Ja nie wiem co oni tam wyrabiają razem, ale jak ją potem dorwę to jest wyjątkowo mokra;)
    Prawa natomiast jest takim tchórzem, że nie da się tego opisać. Jak tylko się zorientuje, że już żadnej strony nie ma czystej to zaraz się gdzieś schowa. Znalazłam jej kryjówkę pod poduszką, to się ostatnio cholera w szufladzie ze spodniami zagrzebała. Ale to nie jej pierwszy numer! Gdyby nie to, że lewa ją podkablowała i leżała parę metrów przed, to w życiu swoim nie domyśliłabym się, że prawa wlazła pod kaloryfer.No nie mogą się dogadać, to co ja mam zrobić? Nie sparujesz człowieku, mówię. Zwłaszcza jak już obie się wstępnie zgodzą na wspólne pranie, to w efekcie prawa zawsze skryje się w jakąś bluzkę, najlepiej w innym kolorze, bo wiadomo, że w tej serii kąpać się nie pójdzie. Cwana małpa! Ale już mam na nią sposób.Po prawdzie pofarbowane ciuchy nie wyglądają dobrze, ale za to skarpetki jakieś takie porządniejsze. Nie wiem co to będzie dalej, zwłaszcza, że ostatnio widziałam jak się prawa w kącie łazienki z lewą-leniwą mojego chłopa dogadywała. Węszę rebelię….

  26. komentarz: by joannas1 19.05.2010 19:39  

    Ja mam swój sprawdzony sposób. W środku każdej skarpetki wszywam kawałek kolorowej nitki, tak, żeby nie było widać jej na zewnętrznej stronie. W tedy naprawdę bardzo łatwo jest dobrać jedną skarpetkę do drugiej.

  27. komentarz: by jazz1723 19.05.2010 20:40  

    Nigdy nawet nie próbowałam parować skarpetek przed włożeniem do pralki, jedynie zawsze odwracam je na lewą stronę. Cała akcja parowania zaczyna się po wyjęciu z pralki, skarpetki z lewej strony o dziwo wyglądają na indywidualistki i każda para ma jakąś cechę charakterystyczną, trzeba ją tylko wypatrzyć :-)

  28. komentarz: by klauda 19.05.2010 23:17  

    A ja jeszcze prostszy sposob poprostu kupuje mezowi wszystkie takie same skarpety np. 10 par czarnych i wymieniam taki zakup co jakis czas.Jak sie jedna zaplata to druga ,trzecia itd bedzie pasowala zawsze do tej pierwszej:) pozdrawiam kasia

  29. komentarz: by jadzia59 20.05.2010 23:10  

    Niegdyś do podtrzymywania więzi rodzinnych kochanych skarpetek używałam gumek zwijając w pary poszczególne rodzeństwa, teraz (ponieważ gumki często pękały i dochodziło do pomieszania lub zgubienia) używam spinaczy, które umacniają skarpecine więzi.

  30. komentarz: by Jagoda 21.05.2010 11:25  

    Żal mi skarpetek rozdzielonych przez los. Par rozbitych wskutek działania bezdusznej pralki. Pralki, która nie wie czym jest miłość, czym jest bliskość tej drugiej połówki. Ona nigdy nie zaznała tego głębokiego uczucia. Jest zadeklarowaną singielką i małżeństwo nie mieści się w jej światopoglądzie.

    Żal mi skarpetki Prawej, która już nigdy nie spotka się z Lewą. I Lewej, która nie ujrzy Prawej, na wieki. Już nigdy nie będą przemierzać świata razem, nie będą dzielić się spostrzeżeniami na temat spoconych nóg właściciela. Już nigdy, nigdy więcej. Ach… (Tu kilka łez upadło na klawiaturę, parę następnych zdań jest nieczytelnych, lecz jedno jest pewne – przebija z nich żałość, rozpacz i smutek nad przykrym losem bezbronnych skarpetek).

    Żal mi ich, powiadam Wam czytelnicy. Cechuje mnie empatia i doskonale te zagubione skarpetki rozumiem. Są jak łódeczki na wielkim oceanie, tak samo bezradne wobec „pralkowego” żywiołu. Przegrane, zupełnie bezsilne.

    Pytacie się, czy jest na to jakaś rada. Czy skarpetkowe cierpienia można ukoić w jakikolwiek sposób? Sprawić, by na ich skarpecianych twarzyczkach pojawił się chociaż cień uśmiechu. By życie skarpetki Prawej nabrało barw. By i skarpetka Lewa odnalazła sens swej egzystencji. Czy to w ogóle możliwe?

    Ależ TAK! OCZYWIŚCIE! Znam rozwiązanie tej nurtującej od wieków myślicieli zagadki! To przecież takie łatwe. Wystarczy po prostu pogodzić się z losem. Przyjąć świat takim, jakim jest. Bez ciągłego narzekania, ubolewania nad jego niedoskonałościami.

    Apeluję więc: skarpetko Lewa, znajdź sobie nowego partnera! Życie nie musi być monotonne. Skoro zgubiłaś gdzieś pierwotnego towarzysza życia, wybierz innego. W innym kolorze, innym rozmiarze – bądź otwarta na nowe doświadczenia. To że na pierwszy rzut oka do siebie nie pastujecie (ty – granatowa, on – czerwony w białe kropki), nie znaczy, że nie nawiążecie nici porozumienia.

    A ty, skarpetko Prawa, także rozejrzyj się wokół siebie. Może tuż obok znajdzie się ktoś, kto od dawna jest tobą zauroczony?
    Życzę wam obu powodzenia!

  31. komentarz: by sobe 21.05.2010 13:54  

    Ja wychodzę z prostego założenia,że swoją bieliznę powinno się prać ręcznie, wtedy nie dochodzi do żadnego zapodziania partnera życiowego naszej skarpetki i cała nasza bielizna jest w jednym miejscu, a nie wplątuje się w części naszego ubrania;)

  32. komentarz: by ewanna 24.05.2010 00:15  

    A ja powiem, co ze skarpetkami robi mój gach. A mianowicie: raz na pół roku przeprowadza szaloną inwestycję polegającą na nabyciu (po przejrzeniu wszystkich dostępnych mu ofert) pewnej ilości sztuk bielizny dolnej. Każda sztuka jest bliźniaczo podobna do sąsiadki.
    W ciągu tego półrocza sztuki owe poddawane są kąpieli piorącej. By nie doszło do sytuacji „ktokolwiek widział,ktokolwiek wie…” wszystkie lądują w jednym worku. Dosłownie – worek bowiem służy do prania mojej luksusowej bielizny!
    W zetknięciu z czymś tak prymitywnym, jak męska skarpeta worek robi: „AAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa”!!!!!!
    Temu gach go zamyka w pralce.
    Potem suszenie i buch do szuflady…
    Bez liczenia. Choć straty mogły mieć miejsce – w procesie suszenia największe zagrożenie stanowi labrador-tajny pożeracz skarpetowy nie szanujący ani życia skarpetek, ani ich parzystych związków…
    Ale jego nikt nie pokona :(

  33. komentarz: by Izabela 24.05.2010 08:17  

    Najlepszym sposobem nie rozdzielania skarpetkowych rodzin jest pranie ręczne skarpetek zaraz po zdjęciu ich z nóg i wieszanie na specjalnym sznurku przeznaczonym tylko na skarpetki. Satysfakcja gwarantowana – żadnych rozstań, żadnych łez wylanych z powodu rozstania i zero nerwowych poszukiwań o 7 rano, gdy trzeba biec do pracy!

  34. komentarz: by lookasz 24.05.2010 10:48  

    Witam,
    i o skarpetki podpisywane pytam,
    aby ich pralka nie podjadała,
    Moja luba ich w specjalnej siatce prała,
    i wtedy ginąć zaprzestały,
    nawet jak się osobno prały,
    co zaś się tyczy parowania,
    z tym jest więcej zamotania,
    najlepiej gdy „L” i „P” są podpisane,
    choć i z tym są źle parowane,
    wiec najlepiej by było,
    wiec ja chcę tak skromnie zaproponować,
    od spodu je na 20 kolorów farbować
    tak by każda na stopie inny znaczek miała,
    i się z drugą łatwo znajdowała,
    znaczek na pewno być musi na spodzie skarpety,
    aby go przy chodzeniu nie było widać niestety,
    wtedy się skarpetki nie będą mieszały,
    i będzie zadowolony lud cały.

  35. komentarz: by dreams 24.05.2010 11:53  

    Skarpetkowe relacje wcale nie muszą być stałe,
    skarpetki bo wiem żyją w nowoczesnych relacjach,
    jednak dobrze się czują gdy ich towarzystwo podobne im jest.

    Skarpetka lewa chętnie z lewą się umawia,
    skarpetka prawa chętnie skacze na lewo,
    lewa z lewą i prawa z prawą o dla nich normalka.

    Polecam więc dać troszkę wolności skarpetkom,
    byle tylko w jednym kolorze, a one same będą wiedzieć do kogo czują mięte i z kim na jeden dzień się zaprzyjaźnić.

  36. komentarz: by pakosia 24.05.2010 14:02  

    Anthea Turner w programie „Perfekcyjna pani domu” na TVN Style zaproponowała idealne rozwiązanie dla skarpetkowych singli. Otóż na zamontowanym na ścianie wieszaczku, za pomocą kolorowych żabek wiesza się taką niesparowaną skarpetkę, która z utęsknieniem wyczekuje swojej drugiej… „połówki pomarańczy”. ;)

  37. komentarz: by agf 24.05.2010 17:43  

    By nie rozbijać rodziny (w dosłownym znaczeniu) i nie dawać powodów do nerwów kupuję mężowi zawsze kilka – kilkanaście jednakowych par. Jak się połączą tak będą, każda kombinacja będzie dobra :) Choć przyznam, że jak już zapasy skarpet się kończą to zawsze jakoś nieparzyście wychodzi… Chochlik jakiś w pralce czy co? ;)

  38. komentarz: by Krystynka 24.05.2010 17:54  

    Kiedy mieszkałam sama, kupowałam w większości czarne skarpety i jakoś to miało „ręce i nogi” od kiedy mieszkam z mężczyzną to sobie kupuje tylko kolorowe lub we wzorki – tu są same trwałe pary, natomiast mężowe zawsze się zagubią, często przynajmniej jedna para jest rozdzielona, czasami się poważnie zastanawiam jak to jest możliwe. Mój sposób to pranie czarnych rzeczy osobno no i mężowi kupuje też chocby z małym wzorkiem i wzorek do wzorka.

  39. komentarz: by Patrycja 24.05.2010 17:57  

    Problem rozparowania skarpetek nurtuje środowisko naukowe od wielu lat.
    Ludzie genialni należą do osób również wybitnie roztargnionych: nikt nie zdaje sobie sprawy, jak wiele doniosłych i przełomowych odkryć nie zostało odkryte albo zostało odkryte z opóźnieniem z powodu czasu zmarnowanego na poszukiwanie zagubionych części garderoby. Jak wiadomo, niektórzy uczeni (należał do nich choćby Einstein) zastosowali radykalne rozwiązanie i nie
    nosili skarpetek w ogóle. (RADA nr 1)

    Pierwszą definicję zjawiska rozparowania skarpetek, jako „niemożności znalezienia skarpetki do pary”, sformułował w 1879 roku niemiecki uczony Bundt. Siedem lat później jego kolega z uniwersytetu w Getyndze, Kistch, wprowadził pojęcie „wielokrotnego rozparowania”, które oznaczało „niezdolność znalezienia pary do każdej kolejnej trzymanej w ręku skarpetki”. Pomimo początkowej współpracy, obydwaj badacze wkrótce poróżnili się o samą naturę
    procesu rozparowania: idealista Bundt twierdził, że jest ono epifenomenem, a więc nie wolno go rozpatrywać w oderwaniu od osoby ich posiadacza. Z tego powodu uważał, że nie jest możliwe jego obiektywne wyjaśnienie za pomocą samej tylko metody obserwacji. Kistch reprezentował stanowisko stricte
    racjonalne: zachowanie skarpetek jest bytem niezależnym od ich właściciela i można je całkowicie wytłumaczyć na gruncie teorii przyczynowo-skutkowej.
    Jedynie miał wątpliwości, czy jest ono skutkiem, czy przyczyną.

    W 1927 roku amerykański profesor Linner przeprowadził eksperyment, polegający na śledzeniu losów swoich czternastu par skarpetek pranych regularnie w odstępach dziesięciodniowych. W 1930 opublikował na łamach „Nature” sensacyjne wyniki: zjawisko rozparowania skarpetek nie istnieje. Przez ponad dwa lata prowadzenia skrupulatnych badań Linner ani razu nie zaobserwował żadnych jego objawów. Świat naukowy odetchnął z ulgą. Jednak jego asystent zeznał przed komisją Kongresu, że Linner posiadał wszystkie skarpetki dokładnie tego samego, czarnego koloru. W pewnym stopniu podważyło to
    rezultaty jego doświadczeń.

    Obecnie coraz większą popularność zdobywa sobie teoria, zgodnie z którą rozparowanie skarpetek jest funkcją zarówno istotnych cech ich samych w sobie (dużo łatwiej rozparowują się na przykład skarpetki o zdecydowanych wzorach, których nie sposób dopasować do żadnych innych posiadanych), ale także
    pozostaje w zasadniczej zależności od otoczenia. Uczeni zgadzają się również, że jest to proces dynamiczny, który zachodzi w toku ich używania. Najlepiej oddaje niezwykłą złożoność całego zjawiska obserwacja współczesnego angielskiego badacza, dr Woolswortha, który zauważył, że „żadne skarpetki nie rozparowują się same, podczas leżenia na półce w sklepie”.
    :)

  40. komentarz: by iluzyjka 24.05.2010 21:18  

    Najwygodniej, najłatwiej, najpewniej byłoby Lubego swego wraz z naciągniętymi skarpetkami do pralki zapakować… I skarpetki by się nie rozbiły, i ukochanego grzeszki drobne by się zmyły, lecz guza metoda owa zapewne by mu nabiła…

    A że w rodzinnej sielance skarpetkowej nic łatwo nie przychodzi, więc i powyższa metoda utopijną pozostać musi…

    Więc cóż robić? Cóż czynić by szczęścia skarpetkowego nie rozbić?
    Kokardką zgrabną przewiązać wystarczy… Mężowskie niebieską, swe własne czerwoną, a dziecięce – różową… Tak też razem związane, więzami i pętlami rodzinnymi umocnione.. nie gubią się już wcale i dzięki temu żyje się nam całkiem wspaniale:)))

  41. komentarz: by Mamadwojga 24.05.2010 21:57  

    Pranie to sztuka. A pranie skarpet to sztuka ekstremalna. Ale ze wszystkim można sobie poradzić. Z dwójką dzieci sobie radzę, z mężem sobie radzę to co mi tam jakaś pralka czy skarpety!
    Z dziecięcymi skarpetkami najłatwiej. Nie dość że na każdej wzór to jeszcze każda ma inny kolor. Po praniu i dokładnym obszukaniu pralki, zajrzeniu jej nawet, za przeproszeniem, za kołnierz, nie ma mowy żeby czegoś brakło. Łatwizna.
    Ja właściwie skarpet nie noszę tylko zwykle rajstopy i na dodatek piorę je w rękach więc tu jest jeszcze większa łatwizna.
    Najgorzej jest ze skarpetami małżonka. SAME CZARNE. Niby to powinno ułatwiać parowanie ale nie ułatwia. Czerń ma bardzo wiele odcieni. Rada – związywanie skarpet na supeł przed praniem. Mąż dzielnie związuje supły, ja te supły piorę i tylko od czasu do czasu się coś w pralce rozwiąże. Suszę na sznurku też w supłach.
    A kiedy mimo podjętych działań, po wyjęciu prania okazuje się że są jakieś sieroty samotne (małe czy duże) to chowam taką sierotę-skarpetę do pudełka nad pralką i czeka ona na pojawienie się rodzeństwa. System działa i się sprawdza. Często się bowiem okazuje że to nie skarpetki były winne, ani pralka tylko „No mamooooo, nie zauważyłam że tu wpadła ta skarpetka za tapczan, nooooo”…

  42. komentarz: by mychaar 25.05.2010 09:54  

    Podstawa to dobra organizacja. Skarpetki do kosza na brudy wystarczy zawsze wrzucać zwinięte w kulkę, wtedy nie trzeba przekopywać wszystkich brudów za każdym razem gdy szuka się drugiej połówki, a gdy przychodzi do prania wystarczy je rozdzielić i wrzucić do winylowego woreczka i do pralki:))

  43. komentarz: by iwonciaaa 25.05.2010 10:19  

    Żeby skarpetek nie pogubić w praniu :)
    Trzeba pamiętać o odpowiednim segregowaniu;)
    Zazwyczaj u nas w domu
    wiadomo którą parę oddać komu:)
    Dziewczynka ma kolorowe
    mamusia pastelowe
    a tatuś ciemne kolory
    w dziwne geometryczne wzory.
    Żeby umilić sobie poszukiwania
    spinamy je specjalnymi klamerkami
    dając do prania
    Każda para razem się trzyma
    nawet podczas wirowania i gdy pralka wyżyma:)

  44. komentarz: by Gofik 25.05.2010 11:30  

    Ja aby nie rozdzielać skarpetek w praniu, wkładam je wszystkie do specjalnej siateczki-woreczka do prania, takiej samej jak do prania bielizny. Tak umieszczona rodzinka skarpetkowa, radośnie wiruje w praniu i po wyjściu z tego diabelskiego młyna nawet jak którejś się zakręci w główce to nie przepadnie bez śladu ;)

  45. komentarz: by siweczek 25.05.2010 12:58  

    A ja sie tym wogóle nie przejmuje
    Bo skarpetek nie paruje
    Tylko w rożnych chodzę sobie
    Taka moda u mnie panuje
    I ja ją bardzo lubie!

  46. komentarz: by cytrynkowa 25.05.2010 13:06  

    By skarpetki nawet po praniu miały swoja parę
    Związuje je przed praniem gumkami recepturkami
    Łapie je gumka na samym czubku obie
    I juz mam po praniu spokojną gło
    Gumki sciągam gdy skarpetki wyschną
    I trzymam je w pojemniczku obok pralki blisko

  47. komentarz: by gaulla 25.05.2010 14:35  

    Skarpetka mama, skarpetka tata,
    Skarpetka siostra, skarpetka brat
    Jak nam wiadomo już od lat wielu,
    Bardzo lubią wyruszać w świat.
    Lecz bardzo często się przydarza
    Że często same chodzić chcą
    Wolą samotnie iść do swej krainy,
    Już te skarpetki są.
    Nie lubią w parach się wybierać
    Wiec przez to problem wielki masz
    Bo gdy odejdzie skarpetka tata
    W rodzinie wielki będzie płacz.
    Najlepiej będzie zapobiec temu
    Na silę wręcz zmuszając je,
    Aby się już nie rozdzielały
    Wszystkim to wyjdzie na dobre.
    A sposób na to bardzo łatwy
    Choć może drastyczny jest,
    Trzeba skarpetki prać w woreczkach
    A w szafce w kulkę zwijać je.
    Wtedy na pewno się nie rozłączą,
    Choć mogą tego bardzo chcieć.
    I już rodzina jest w komplecie
    I już w rodzinie wszystko gra
    Skarpetka mama, skarpetka tata,
    Skarpetka siostra, skarpetka brat

  48. komentarz: by emerycia 25.05.2010 21:06  

    To bardzo żmudne zabiegi aby dopilnować, by skarpetki były w parze .Im bardziej się o to dba tym one coraz częściej się rozdzielają. Sama się o tym przekonałam. Od paru lat się tym nie przejmuję. To one muszą się pilnować aby były razem. Gdy stwierdzę, że skarpetki poszły każda w inną stronę, mają karę i to okrutną. Ląduje jedna w koszu a gdy się znajdzie druga, to czeka ją taki sam los, a ja kupuję nowe.Już one o tym wiedzą i bardzo się wzajemnie pilnują.

  49. komentarz: by Ika 27.05.2010 21:25  

    To tak jeszcze tematycznie:
    http://demotywatory.pl/1643553/Skarpety ;-)

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>