20 Lipca 2010

Moja osobista zagwozdka Polańskiego

autor: mania, dział: Kobiety szepczą..., godz. 09:47

Tak, wiem, wiem… Roztrząsane do oporu kwestie związane z wypuszczeniem naszego dobra filmowego pół narodowego (w końcu Roman to także Francuz) miało już miejsce chyba kilkadziesiąt razy w mediach w przeciągu ostatniego roku. A jednak gdy patrzę na dzisiejszą okładkę „Przekroju”, to zastanawiam się nad całą sprawą jeszcze raz. Ostatni zresztą.

Do tej pory wieszałam na tym 76-latku psy. Za to, że posunął się za daleko na polu kobiecej, małoletniej kobiecości. Za to, że wykorzystał naiwność dziewczyny, która – nieważne, czy chciała, czy kompletnie nie wiedziała, o co chodzi, czy była odurzona prochami i zwyczajnie gotowa na wszystko – dzisiaj jako kobieta dojrzała i zmęczona szumem wokół całej sprawy zamiata wszystko pod dywan, mówiąc o przebaczeniu i pragnieniu świętego spokoju. Wieszałam za wszystko, co mogło nie tylko mnie, ale i innych obrzydzać w całej tej sprawie i w jakimś stopniu dotykało emocjonalnie mnie samej jako kobiety, zaś litania wypowiedzi reżysera na temat jego skruchy i prośby o wybaczenie nie robiły na mnie wrażenia. Skrzywdziłeś, to cierp, zasłużyłeś, mściłam się w środku i dorzucałam do ognia jakiejś takiej ludzkiej potrzeby sprawiedliwości. Ale dzisiaj, gdy widzę tego starca, który odzyskał pełnoprawny dostęp do swojego samolotu i poruszania się poza czterema ścianami swojej posiadłości, i jego szczęśliwą żonę, to mi nagle ciśnienie się zmniejsza. Coś we mnie pęka, wypuszczam powietrze i cała ta sprawa przestaje mnie zwyczajnie „grzać”. Bo i cała sprawa wydaje się już trochę letnia.

Bo z drugiej strony… no właśnie. Tej przedawnionej. Tej nadmuchanej. Tej finansowej. Staliśmy się chyba widzami seansu wyreżyserowanego (mimowolnie) przez Polańskiego i spółkę, wciągnięci w historię, która napędziła rzesze widzów na ostatni kinowy film reżysera „Autor widmo” i która od początku była skazana na taki wynik, jaki zapadł przed weekendem. Bo mnie się wydaje, że Szwajcarii, najbardziej neutralnemu (i mającemu tak naprawdę wiele rzeczy w nosie) państwu Europy, o którym rzadko cokolwiek słychać w mediach, nie zależało na jeszcze większym szumie wokół całej sprawie. A wręcz na czymś zupełnie innym.

Ponoć szkoda było Szwajcarom wypuszczać do USA takiego ptaszka, który co rok, a może nawet co sezon (lub miesiąc – skoro do wyboru ma tylko kilka państw europejskich, w których może się bez lęku pojawiać, to pewnie bywał w szwajcarskich Aplach częściej) zostawiał w ich kabzie – podobnie jak wielu podobnych mu celebrytów z tej wyższej, bardziej dystyngowanej jakościowo półki – sporą sumę urlopowych pieniędzy. W końcu czystym, górskim powietrzem szwajcarska turystyka się nie żywi. I choć w tym kraju tylko 5% wniosków o ekstradycję przechodzi z pieczątką „odmowa”, to właśnie Polańskiemu udało się tę pieczątkę zgarnąć.

Ojoj, wyszło, że się za bardzo rozpisałam z okazji tego dumania nad okładką „Przekroju”, bez puenty na dodatek… a może do tego żadna puenta po prostu nie pasuje. Bo ten kij zawsze będzie miał dwa końce.

Komentarze »

Brak komentarzy.

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. TrackBack URI.

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza do wpisu

Jeśli chcesz, możesz użyć następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>