Być … TATĄ!
Niedawno zauważyłem, że – do tej pory odległy dla mnie – temat spłodzenia potomka powoli staje się kwestią ważną – czuję, że niedługo na mojej prywatnej osi ważności osiągnie stan kwestii palącej. Wraz z pojawieniem się w głowie takiego planu pojawiają się pewne oczekiwania. Wiem, że najważniejsze jest, aby dziecko przyszło na świat zdrowe – to z pewnością jest priorytet numer jeden. Sprawa bezdyskusyjna – nie dyskutujmy więc o niej. Podyskutujmy o tym, dlaczego chciałbym mieć syna.
Od razu pragnę uciszyć ewentualne głosy oburzenia! Córkę też będę kochał – z oczywistą pewnością wiem, że nie mniej i nie bardziej niż syna. Jest jednak na pewnym pierwotnym poziomie mojej męskiej natury pragnienie wychowania osobnika, który w klasycznie rozumiany sposób przedłuży gałąź drzewa genealogicznego, na której siedzę. Co by nie mówić, córki te gałązki przycinają. To jeden z powodów przemawiających za chłopakiem. Związana z nim jest także moja (pocieszam się, że może nie do końca racjonalna) obawa przed tym, jak poradzę sobie z sytuacją, w której do życia mojej ewentualnej ukochanej córeczki wkroczy ze swoimi brudnymi buciorami i łapami jak bochny, dorodny, młody reproduktor z sąsiadującej z moją gałęzi? Jak zniosę ten moment? Z jednej strony zależało mi będzie na jej szczęściu, ale druga (pierwotna i ciemna) strona mojej natury będzie chciała gościa wybebeszyć. Wolałbym być wolny od takich dylematów. Boję się ich. Chłopak jest pod tym względem mniej problematyczny. Niech hasa do woli i przyprawia o palpitację innych tatusiów.
Są też inne, bardziej prozaiczne powody, dla których obsługa syna wydaje mi się prostsza. Sam w końcu przechodziłem przez wszystko, przez co on będzie przechodził. Będzie mi łatwiej z nim rozmawiać o pewnych kwestiach – chociażby związanych z okresem dojrzewania. Będę też mógł z nim grać w piłkę, do czego nie miałbym sumienia nakłaniać córki – żyję w mieście o ogromnych tradycjach w kobiecej piłce nożnej i wiem, że dziewczyny uprawiające ten sport tracą wiele ze swojej kobiecości. Poza tym – nie wiem czy zauważyliście (być może najnowsze, będące w przygotowaniu, badania demograficzne to potwierdzą) – ostatnio rodzi się strasznie dużo córek. W moim najbliższym otoczeniu urodziło się w ostatnich dwóch latach ośmioro dzieci – sześć dziewczynek i dwóch chłopaków. Wypadałoby tę statystykę poprawić…

Geny, presja społeczna, świadomość uciekającego czasu, czy inne cholerstwo – nieważne, co – sprawia, że drastycznie zmieniają się nasze priorytety, pojawiają się, coraz to nowe cele i pragnienia. Ważne, że tak się dzieje i możemy doświadczyć w życiu wszystkiego. Synów i córek – wszystko jedno – życie to wielka przygoda. Ciekawa i fascynująca właśnie dlatego, że nie wiemy, co nas czeka.
komentarz: by Jajcuś 25.08.2010 12:58
Bycie tatą jest przereklamowane!
komentarz: by Mateo 25.08.2010 13:05
nie wierzę!
komentarz: by Ika 25.08.2010 13:16
Tia… Jajcuś wie co mówi ;->
komentarz: by Agata 25.08.2010 21:55
I chyba wreszcie dowiedziałam się, dlaczego faceci marzą o synu. Ale zapewniam Cię Mateo, że tak jak córki kochają swoich ojców, nigdy nie da Ci tyle miłości żaden synek ani dwóch nawet.
komentarz: by Zbigniew Czernik 26.08.2010 07:50
Nie przesadzaj – jeśli wychowasz córkę na indywidualistkę to z powodzeniem Twoją gałąź przedłuży – nie ma nakazu w Polsce zmiany nazwiska na mężowskie, a nawet jej mąż może przejąć nazwisko po żonie