Lepszy brzuch niż katar
Na moje smutne potwierdzenie naukowego faktu, że małe dzieci, mały problem, a z każdym dniem problemy rosną wprost proporcjonalnie do śpiszków, kolega powiedział, że to niebezpieczna teza. Bo wynikałoby z tego, że w ciąży było najlepiej, a jeszcze lepiej przed ciążą…

Kolega sam czeka na dziecko, stąd węszy niebzepieczeństwo w takich stwierdzeniach. Jaki wyrodny rodzic chciałby w głowie wciskać wsteczny zanim jeszcze główka ukazała się w kanale? No ale, szanowny kolego, jako matka 4-miesięcznego dziecka z katarem przyznaję bez bicia, że lepiej było chodzić z 10-kilowym brzuchem i sapać przy podnoszeniu się z toalety niż słuchać charczącego oddechu niemowlaka. Lepiej było rzucać ptakami takimi jak paw na za sam zapach skórki od chleba niż wkładać swojemu ukochanemu człowieczkowi plastykową rurę do nosa i zaciągać się…no, gil też ptak. Lepiej było nie móc spać na brzuchu i na plecach niż nie móc spać wcale. I o niebo lepiej było wciąż jeszcze decydować za dwójkę co dziś robimy niż poddawać się tyranii rączek i nóżek machających do rytmu przeraźliwego wrzasku.
Gdy jesteś w ciąży idiota wydaje ci się facet, który nazwał te 9 miesięcy stanem błogosławionym. Gdy jesteś matką, kiwasz w zdumieniu głową jaka to musiała być mądra kobieta. I żeby nie było, że miałam z górki. Odchorowałam pierwszy trymestr na zielono i po kafelkach. Odleżałam tydzień w szpitalu z zakazem ruszania dużym placem u nogi. Odbębniłam radość odbioru wody płodowej igłą długości druta do swetrów. Odczekałam trzy tygodnie na Godota, aby dowiedzieć się czy moje dziecko ma zespół Downa. Odleżałam kolejen dwa tygodnie w domu, bo ponoć głowa zaczęła napierać na wrota o miesiąc za wcześnie. Opaliłam brzuch patelnią, bo nie mogłam pojąć przestrzennie, że jest tak wielki. Prawie urodziłam w Ikei na sofie bedlung-medlung, czy coś takiego. I i tak uważam, że ciąża była fantastyczna.
A teraz? Teraz jestem lekka jak piórko, sama w swoim ciele, nie mdli mnie, nie dusi, nie gniecie, nie puchnie i nie boli a mimo to jest ciężko jak sto diabłów bo dziecko ma katar. Nie, nie anginę czy zapalenie oskrzeli, nie złamane serce czy problemy egzystencjonalne. Ma katar. I to wystarczy, żeby życie dwójki zwanej rodzicami zmieniło się film z pogranicza gatunku. Dramat i horror naturalnie.
Najlepsze zaś jest to, że zgodnie z czwartym prawem Newtona o lawinowym wzroście problemów po zapłodnieniu, jestem pewna że za rok, napiszę, że lepszy katar niż…
komentarz: by Ika 24.01.2012 10:08
Katar to masakra, ale kaszel przy zapaleniu oskrzeli to już w ogóle katastrofa. Chce Dzidzia na drugą stronę wywrócić…
komentarz: by gagatka 24.01.2012 10:12
A co jest gorsze od zapalenia oskrzeli? Ktoś wie? Chcę sobie przygotować rozkład jazdy…
komentarz: by ama 24.01.2012 22:19
Chyba panikujesz gagata. Pomyśl gdyby test na Downa wypadł na + albo byłabyś samotną matką bez ojca lub z dwoma ojcami, tylko testy genetyczne konieczne który je TEN, a który co najwyżej chrzestny.