3 minuty
Tyle nam, kobietom, zajmuje nam ocena drugiego człowieka. Szybko? Zbyt pobieżnie? A może właśnie na ogół trafnie nam to wychodzi?
Tyle nam, kobietom, zajmuje nam ocena drugiego człowieka. Szybko? Zbyt pobieżnie? A może właśnie na ogół trafnie nam to wychodzi?
Czy brzydkie majtki noszone na pupie danego dnia mogą zepsuć humor? Okazuje się, że tak. I może lepiej czasem nie założyć żadnych niż czuć się źle pod spodniami czy spódnicą.
Bombardują mnie, a raczej moją wiarę w swego rodzaju stabilność i pewność, jaką daje związek małżeński. I to jak na złość temu, co mi się samej przydarzyło kilka tygodni temu.
No komu? Wielu czy niewielu? Mam dobrą wiadomość dla tych, którzy nie przepadają za typem urody – czy też sylwetki – tej aktorki: w przyszłości zabraknie szczupłych, bezbiustnych i długonogich kobiet. Dla wielbicieli Diaz – cóż, sprawa jest jasna. Zjawisku wymierania Diazopodobnych winna jest bowiem ewolucja.
Gdy się patrzy na tę wystawę, aż boli. Ale jednocześnie uświadamia sobie człowiek, jak wiele można nie stracić, tracąc mimo wszystko.
Telewizji nie mam, więc wszelkie newsy o show-bizie czerpię z magicznego Plotka.pl, którego redaktorów kreatywność językowa nie tylko mnie bawi, ale i w jakiś dziwny sposób pociąga. Abstrahując jednak od samej warstwy językowej Plotkowego serwisu, zastanawiam się nad zawartością jednego newsa.
Zwykłej normy życiowej. Nie wiem, w co ręce włożyć, a jak już w cokolwiek włożę, to trudno mi je z tego czegoś je wyjąć. Bo nagle też samych rąk brakuje, bo nagle okazuje się, że dwie to dla mnie za mało.
Kiedy jest się przeciętną 25-latką, którą czeka coroczne (o ile nie co półroczne) lądowanie w szpitalu z powodu bycia kobietą, odechciewa się wszystkiego. Nawet bycia kobietą właśnie.
Patrzę na zdjęcia Christiny Hendricks, a dokładnie na jej przeogromny biust i gdzieś kołacze mi w głowie, że moja percepcja tego nie ogarnia. Ale i cieszy się, że wreszcie klatki zdjęć w kobiecych magazynach mają się czym wypełnić.
Stało się. Po trzech latach noszenia na co dzień poszedł do kosza. Stanik mój ulubiony, choć strasznie już wychodzony.